„Z miłości” czy tylko dla sławy?

„Z miłości” Marty Ryczko to kryminał, w którym trup nie pachnie pasją, tylko lajkami. Anka Kaczmarek, bohaterka książki, prowadzi podcast true crime i zamiast tropić morderców z powołania, tropi ich z potrzeby zasięgów. Brzmi banalnie? Niekoniecznie – bo właśnie ta zwyczajność bohaterki sprawia, że łatwo uwierzyć w tę historię. Ja sama sięgnęłam po tę książkę w ramach booktouru organizowanego przez kryminalnatalerzu (tu macie bloga – gdzie polecam zajrzeć, ze względu na recenzje, a tu insta) – i przyznam, że to była ciekawa przygoda.

O czym jest „Z miłości”?

Książka opowiada o Ance Kaczmarek – twórczyni podcastu o tematyce true crime, która trafia na ślad zbrodni sprzed lat i, chociaż sprawcy nigdy nie ujęto, postanawia przybliżyć ją szerszej publiczności. Wyrusza w podróż do miejsca, gdzie dokonano trzech morderstw, starając się dotrzeć do osób zamieszanych w serię tragicznych zdarzeń. Początkowo stara się tylko poznać historię. Z czasem jest jednak coraz bliżej odkrycia prawdy.

Nieidealna bohaterka

To, co podobało mi się w tej książce to przedstawienie Anki jako zwykłej, niedoskonałej osoby. Jej pobudki wydają się jasne – zdobywanie popularności, kolejnych lajków i zarobek. Cieszę się, że nie ma żadnej trudnej przeszłości, przez którą stara się coś naprawić, czy coś sobie zrekompensować. Tak dokładnie to wygląda w życiu – nie zawsze trzeba się czymś pasjonować, czasem wystarczy po prostu na tym zarabiać. 

Ance brakuje czasem obiektywizmu przy tworzeniu reportaży, a jednocześnie, przeprowadzając wywiady, stara się być maksymalnie taktowna. To mi się spodobało i spowodowało, że nie sposób nie czuć do niej sympatii. Z drugiej strony załapała u mnie potężnego minusa za niedostrzeganie wszystkich sygnałów alarmowych i czerwonych flag w zachowaniu innych, co mogło skończyć się dość masakrycznie. 

Podoba mi się również to, że po przeżyciu tego wszystkiego bohaterka nie wywraca nagle swojego życia do góry nogami, że nie zmiania się całkowicie. Owszem, zachodzą w niej zmiany, ale nie są one spektakularne. Dzięki temu jest to po prostu dobrze napisana i realna postać. 

Narracja i perspektywa

Ciągle do niej wracam, bo zasadniczo, chociaż narracja jest trzecioosobowa, czytelnik śledzi całą historię głównie z jej perspektywy. Poznajemy oczywiście też inne postaci, ale w moim odczuciu, są one zaledwie tłem dla głównej bohaterki.

Na uwagę zasługuje również oddanie klimatu małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają, plotki to coś powszechnego i trudno odróżnić ludzkie gadanie od faktów. Oczywiście, jak to w takich społecznościach – każdy ma swoje sekrety. 

“Wystarczyło przejechać kilka razy główną ulicą, by otoczenie straciło czar nowości. Niektórym odpowiadała pewnie wiejska monotonia. Codziennie te same budynki, te same twarze, te same samochody. Przewidywalne, znajome otoczenie tworzy złudne wrażenie bezpieczeństwa i osłabia czujność.”

Książkę czytało mi się szybko i przyjemnie – na pewno jest napisana prostym, przystępnym językiem, dialogi są bez zarzutu, tempo narracji nie pędziło, ale też się nie wlokło. Czasami miałam wrażenie, że zdania mogłyby być dłuższe, a porównania bardziej rozbudowane, ale wynika to bardziej z moich osobistych preferencji. 

Jeżeli  chodzi o zakończenie, to mam mieszane uczucia. Autorka zostawia czytelnikowi okruszki informacji, dzięki którym można było częściowo domyślić finału. Reszta była raczej trudna do przewidzenia, ale wciąż logiczna i spójna, co bardzo sobie cenię. A jednocześnie, w moim odczuciu, fajerwerków nie było. 

Podsumowanie

To dobry, solidny kryminał z ciekawie napisanymi postaciami oraz porządnymi dialogami. Z całą pewnością spodoba się fanom gatunku, będzie dobry zarówno na plażę, na wieczór, jak i oczekiwanie w kolejce. Mnie jednak nie porwał. Trochę brakowało mi budowania odpowiedniego klimatu, napięcia, czegoś, co wzbudziłoby ciarki na plecach. Mam po prostu wrażenie, że jeśli sporo czytasz, to w końcu ciężko zaskoczyć cię czymś nowym i podejrzewam, iż tak się właśnie stało w moim przypadku. Obawiam się, że po roku nie będę pamiętała, o czym była ta książka, nawet jeżeli spędziłam przy niej kilka przyjemnych godzin.

„Z miłości” to trochę jak randka w ciemno – spędzasz miły wieczór, ale rano nie pamiętasz imienia partnera. Przyjemnie? Oczywiście. Niezapomniane? Absolutnie nie.

Tytuł: Z miłości
Autor: Marta Ryczko
Wydawnictwo: Mando
Rok wydania: 2025
Ilość stron: 370
Odpowiednie dla miłośników: lekkiego kryminału, bez epatowania krwią, klimatu małych miasteczek, odkrywania tajemnic
Czy przeczytam jeszcze raz? Raczej nie, chociaż chętnie sięgnę po kolejne dzieła autorki

Przewijanie do góry