W tym miejscu martwi wyglądają najlepiej, czyli powrót do miejsca styku

„W tym miejscu martwi wyglądają najlepiej” to drugi tom z serii Miejsce styku. Uwaga – jeśli nie znasz “W tym miejscu śpiewają potwory” to polecam zapoznać się z tytułem (recenzja tutaj) PRZED przeczytaniem tego tekstu. Będę się w nim odnosiła do wydarzeń, które są bezpośrednią kontynuacją akcji z pierwszego tomu. To mogłoby popsuć zabawę.

Trochę o treści

Pierwszy tom kończy się w momencie, gdy Maksowi, mężowi Rosanny, udaje się przekroczyć niewidzialną granicę i przedostać do pensjonatu. Rozpoczynamy z tego miejsca. Max jest od początku postrzegany jako zagrożenie dla innych mieszkańców pensjonatu. Rosanna dobija paktu z Beą, w ramach którego przywódczyni będzie trzymała go w zamknięciu w zamian za zainteresowanie romantyczne Rosy synem Bei – Edmundem. W tym samym czasie Rosanna zasadniczo mieszka w jednym pokoju z dwoma mężczyznami, jeden z nich jest pastorem. Z jednej strony nie chcę oceniać ludzi i ich wyborów, z drugiej mam w głowie takie WTF?

Idźmy dalej. W pensjonacie dochodzi do brutalnych morderstw. Mieszkańcy zaczynają podejrzewać siebie nawzajem, aż w końcu nikt nikomu nie ufa. Narasta paranoja. Niektórzy z mieszkańców chcą obarczyć winą Maksa, co jest jednak mało logiczne, skoro cały czas przebywa w zamknięciu. Mąż Rosanny nawiązuje nić porozumienia z Edmundem. Dzięki niemu może zająć się składaniem urządzenia, którym chce się posłużyć do kontaktu z drugą stroną. Potem sprawy komplikują się coraz bardziej i bardziej, aż do nieoczekiwanego finału. 

Klimat i akcja

Podobnie, jak w pierwszej części dominuje tu klimat tajemnicy i pewnej dziwności. Czytelnik nie może w prosty sposób wyjaśnić tego, czego jest świadkiem. Części rzeczy można się domyślić, ale nie wszystkie karty zostały odkryte. Wiem, że seria miejsce styku będzie miała kolejny, trzeci tom. Być może tam wyjaśni się więcej.

Z całą pewnościę można jednak oczekiwać mroku czającego się w zakamarkach, tajemnic do rozwiązania, cieni napawających lękiem. Są również potwory, ale do nich powrócę za chwilę.

Jeśli lubisz, kiedy w książce cały czas coś się dzieje, to będzie pozycja dla ciebie. Czytelnik co chwilę jest tu zaskakiwany nowymi, nieprzewidywalnymi wydarzeniami. Fabuła zdaje się wręcz pędzić do przodu. Czytywałam też takie książki i czasem mi to nie przeszkadza, jednak w tym przypadku doświadczyłam swego rodzaju przesytu. Tajemnice się namnażają w zastraszającym tempie. 

Mam również wrażenie, że w porównaniu z tomem pierwszym, “W tym miejscu martwi wyglądają najlepiej” oferuje czytelnikowi więcej krwawych scen śmierci. Nie liczyłam ich, więc nie jest to fakt, jednakże książka wydawała mi się bardziej krwawa niż poprzednia. 

Główne zarzuty z poprzedniego tomu

Gdy pisałam o poprzedniej części, bardzo przeszkadzały mi błędy językowe – wiele powtórzeń, niezgrabnych/niefortunnych wyrażeń, przecinków nie tam gdzie być powinny. Tu tego nie odnotowałam, co stanowi bardzo duży plus, jak i uprzyjemniło mi lekturę.

Poprawie uległy również dialogi. Stały się mniej nieforemne i kanciaste, bardziej płynne i naturalne. Jest ich również więcej. 

Bohaterowie, którym życzę jak najgorzej

Jeśli w pierwszym tomie nie irytowali, to teraz miałam ochotę ich wszystkich wypchnąć z tego pensjonatu prosto w sam środek nocy, żeby ich zeżarły potwory. Serio. Nie zliczę, ile razy podczas czytania, przewracałam oczami. 

Rosanna

Najbardziej irytująca, denerwująca, męcząca i drażniąca jest Rosanna. Z jednej strony deklaruje, że dzieci są dla niej najważniejsze, z drugiej wcale nie traktuje ich z szacunkiem. Wykazuje się zerowym zrozumieniem ich potrzeb, notorycznie ich nie słucha, ignoruje to, co chcą jej przekazać. Do siedemnastoletniej córki mówi “Jesteś dzieckiem i tak masz się zachowywać!”, a mi aż włos się jeży na głowie, gdy to czytam. Rosanna wygląda na troskliwą matkę. Albo raczej na taką pozuje. Gdy w wyniku pewnych zdarzeń, jej dzieci postanawiają, że nie chcą dłużej z nią nocować, ona nie robi absolutnie nic, by do nich dotrzeć lub zmienić ich decyzję. Z tego można wysnuć wniosek, iż czują się bezpieczniej z kimś innym, w otoczeniu pełnym potworów.

Częściowo rozumiem, że Rosanna izoluje dzieci od Maksa – on wie, czego się dopuściła i mógłby wyjawić jej tajemnicę. Z drugiej strony dobry, oddany rodzic nie będzie izolował dzieci od ojca dla własnego widzimisię. Dzieci, nawet jeśli są w wieku nastoletnim, nigdy nie powinny być kartą przetargową w konfliktach między dorosłymi. 

Rosanna skupia się na prowadzeniu jakiegoś dziwnego trójkąta między pastorem i innym mężczyzną, i jednocześnie obiecuje Bei, że umówi się z jej synem Edmundem…

Bea

Mam wrażenie, że nie do końca wiadomo, jak miała wypaść. Czasem jest dobrotliwą staruszką zmartwioną o los ludzi mieszkających w pensjonacie, czasem bezwzględnym strategiem rozmieszczającym pionki na szachownicy według własnego planu. Innym razem przybiera maskę szalonego naukowca z przyjemnością eksperymentującego na tych, którzy aktualnie znaleźli się najbliżej. Widzę tu niekonsekwencję w budowaniu postaci, przez co czytelnik może być lekko zdezorientowany.

Maks

Z jednej strony deklaruje, że robi wszystko by odzyskać dzieci, z drugiej moje osobiste odczucia są takie, iż chodzi tu o zranione męskie ego. Nic więcej. Maks pokazał, że potrafi być bardzo brutalny i bezwzględny. Nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć wyznaczony cel. Sposób, w jaki potraktował swoją “przyjaciółkę” oraz do czego posunął się z Levim, dobitnie świadczą o braku jakichkolwiek zahamowań moralnych.

I inni

Żaden z bohaterów nie wzbudził mojej sympatii czy współczucia. Uważam, że ogólnie zasłużyli na to, co ich spotkało. Zdaję sobie sprawę z tego, że chodziło o to, aby pokazać człowieka jako największe źródło zła. To udało się doskonale. Mam wrażenie, że żaden z bohaterów nie ma tam czystego sumienia. Jednocześnie ten sam zabieg sprawia, że nie mam ochoty kontynuować lektury. Cip, cip, taś, taś, potworki, gdzie jesteście? Mam dla was kilku ludzi do zjedzenia…

Logika świata albo jej brak

W pierwszym tomie zasady rządzące miejscem styku były bardzo jasne i klarowne. Podobały mi się. W książce “W tym miejscu martwi wyglądają najlepiej” te zasady się rozmywają i nie wydają się już być takie oczywiste. Do tej pory myślałam, że ludzie mieszkający w pensjonacie są bezpieczni. Okazuje się, że jest inaczej. Podobnie jest z porami ataków – zawsze miał je zwiastować zegar, a teraz nagle następuje również w ciągu dnia. Być może to wszystko będzie jeszcze wyjaśnione w kolejnych tomach. Na dziś wydaje mi się to być niespójność, która istotnie mi przeszkadza. 

Nie rozumiem, na jakich zasadach funkcjonuje winda w pensjonacie, która wydaje mi się być elementem bardzo istotnym dla dalszego rozwoju fabuły. Nagięta jest również zasada dotycząca ilości osób przebywających w pensjonacie – równowaga zostaje zachwiana, przynajmniej w tym drugim tomie. 

Ciężko znaleźć mi logiczne wytłumaczenie izolowania rannych i pokrzywdzonych mieszkańców miejsca styku. 

Podobną trudność sprawia mi odpowiedź na pytanie, skąd mieszkańcy miejsca styku biorą jedzenie, ubrania, auto tego samego modelu, co samochód Kellerów (tom 1), papierosy, narzędzia itd. Być może to zostanie jeszcze wyjaśnione, nie wiem tylko, czy mam cierpliwość na to czekać. 

W tym miejscu martwi wyglądają najlepiej – czy warto?

W skrócie – to nie jest książka dla mnie. Klimat nadal jest tu obecny, mrok cały czas wypełza z różnych kątów, atmosfera niepokoju unosi się w powietrzu. Odnotowałam również kilka brutalniejszych scen, co jest adekwatne do tego, gdzie toczy się akcja. Idealnie oddano klimat małego hermetycznego miasteczka. Znacznej poprawie uległ język i jego poprawność w porównaniu z tomem pierwszym. Dialogi również wypadają bardziej naturalnie. Dużo się dzieje, więc czytelnik raczej nie powinien się nudzić oraz jest sporo tajemnic do rozwiązania.  

Jednakże z powodu irytujących bohaterów nie jest to przygoda, którą chcę kontynuować. Dodatkowo, będą łącznie chyba 4 tomy, ale nie są jeszcze wydane. Zwykle nie zaczynam czytania, jeśli nie mam pod ręką całej serii. Lubię poznawać wszystko na raz, tak, by nie zapomnieć, co było na początku. Dla niektórych szczegół, dla mnie coś ważnego. 

Chociaż klimat jest naprawdę cudownie tajemniczy, mi to nie wystarcza. W książkach szukam nie tylko rozrywki, ale również czegoś niezapomnianego, jakichś głębszych prawd, czy myśli. Logicznie też musi się wszystko zgadzać, a obecnie nie mam pewności, czy takie przedstawienie świata to celowy zabieg i na wyjaśnienia wystarczy poczekać, czy może coś nie zagrało tak, jak powinno.

Rozumiem, dlaczego tak wielu czytelników ją uwielbia –  ja szukam po prostu czegoś innego, czegoś więcej niż klimat i akcja.

Tytuł: W tym miejscu martwi wyglądają najlepiej. Seria Miejsce Styku, tom II
Autor: Catherine Reiss
Wydawnictwo: Wydawnictwo Nocą
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 602
Odpowiednie dla miłośników: horrorów, grozy, potworów, tajemnic, podskórnego niepokoju, akcji, lżejszej lektury, suspensu
Czy przeczytam jeszcze raz? Jestem już pewna, że zmierzamy w innym kierunku

Polecam zajrzeć na profil autorki np. na instagramie
Warto również zajrzeć od czasu do czasu do Wydawnictwa Nocą

Książkę przeczytałam w ramach współpracy recenzenckiej.

Przewijanie do góry