
Inny On – krótko, ale na temat
Cześć! Mam na imię Hedvig Victoria Johana Rosendal Ekelund.
Tak naprawdę to nie, ale chciałabym tak mieć…
W taki nietypowy sposób przedstawia się Julianowi dziewięcioletnia Hedvig Hensel, ogniście ruda dziewczynka, która może odmienić losy głównego bohatera.
Julian poznaje Hedvig na tydzień przed świętami oraz swoimi dziesiątymi urodzinami. Ogląda ona przez szybę jak pływa i zaczepia go zaraz po wyjściu z basenu. Jest energiczna, pełna życia i radości. Od razu proponuje przyjaźń oraz zaprasza do siebie do domu. Zazdrości Julianowi umiejętności pływania, jako że sama tego nie potrafi. Jest zupełnym przeciwieństwem głównego bohatera, który mierzy się z utratą najbliższej osoby, przez co staje się zamknięty w sobie, zdystansowany od rodziny i przyjaciela. Odpowiada Hedvig zdawkowo i nie czuje potrzeby kontaktu. Czy taka przyjaźń może przełamać szarość życia Juliana? Czy ma szansę utrzymać się przez długi czas?
Odpowiedzi na pytania
Historia przyjaźni tej nietypowej dwójki jest pełna tajemnic. Kim jest starszy pan, który przychodzi do domu Hedvig? Czemu podczas każdych odwiedzin u niej nie ma nikogo oprócz tej dwójki? Wreszcie czemu dziewczyna nie chce odpowiedzieć na żadne pytania? Co ukrywa? Większość zagadek zostaje rozwiązana z biegiem zdarzeń, większość tajemnic odkrytych, zarówno tych mniejszych, jak i większych, dążąc do szczęśliwego zakończenia.
Szczęśliwe zakończenie jest tu konieczne
Książka pisana jest typowo pod młodszego czytelnika. Duży format, ogrom przepięknych grafik, jak i wykreowanie idealnego obrazu nastroju panującego podczas świąt Bożego Narodzenia składają się na cudowną mieszankę tytułu dla dzieci. Można wsiąknąć na długi czas podziwiając cudowne ilustracje na wielkich kartach, które doskonale odwzorowują przekazywaną historię. Mamy tutaj takie scenerie jak Hedvig patrzącą przez okno pływalni, wspólne picie kakao, rodzinę Juliana podczas obiadu oraz udekorowaną choinkę na święta. Przybliża nas to do przekazywanych treści, jak i pozwala cieszyć oko podczas czytania.
Dzieło artysty dla każdego
Duża ilość grafik oraz grubość stron powodują, że przewracane kolejne kartki bardzo szybko zbliżają nas do zakończenia. Cała lektura zajmie wprawnemu czytelnikowi niecałe dwie godziny, młodszemu pewnie troszkę więcej. Zakończenie wnosi dużo, pozwala rozwikłać tajemnice, uporządkować sprawy, jak i pomóc tak naprawdę sobie nawzajem. Sądziłem, że tylko Hedvig może pomóc Julianowi, jednak bardzo się pomyliłem. Jako fan otwartych zakończeń czuję, że skończenie historii jeden rozdział wcześniej byłby mega magiczny, ale rozumiem chęć wyjaśnienia i zapewnienia czytelnika co do kolejnych zdarzeń i dni. Nie zapominajmy, że to książka dla młodszego odbiorcy.
Własna opinia
Uważam, że Śnieżna siostra jest idealnym dziełem na czas przed Bożym Narodzeniem. Pozwala wejść w klimat świąt, przemyśleć swoje podejście oraz poprawić humor. Maja Lunde wydała bajeczną książkę wartą przeczytania niezależnie od wieku.

Ja: Lektura idealna na Święta
Jaki obraz masz w głowie, gdy myślisz o świętach? Może to tylko lista przykrych obowiązków – zakupy do zrobienia, kurze do wytarcia, dziki bieg za prezentami, z których nie ucieszy się ani ofiarodawca ani obdarowany, godziny spędzone w kuchni, by wszystko i tak skończyło się awanturą przy stole? Może to wyłącznie godziny upływające w przytłaczającej ciszy? A może wręcz przeciwnie, wciąż masz w sobie cząstkę tej dziecięcej radości, naiwnego zachwytu i wiary w magię?
“Śnieżna siostra” to historia ściśle związana ze świętami i niezależnie od Twojej wcześniejszej odpowiedzi, uważam, że warto ją poznać. Teoretycznie to literatura dziecięca, w praktyce dorośli powinni po nią sięgać nawet częściej, żeby sobie przypomnieć o tym, co stracili z oczu, a co tak łatwo nie umyka dzieciom.
Poznajcie Juliana
Zostało już tylko kilka dni do Wigilii – tego dnia swoje dziesiąte urodziny obchodzi Julian. Ten młody człowiek do tej pory uwielbiał ten dzień, który był przepełniony radością, zapachem świerkowych gałązek, mandarynek i kakao, ciepłym światłem świec i lampek choinkowych.
Ten rok jest jednak zupełnie inny. Wygląda na to, że święta zostały odwołane. Rodzice nie mogą pogodzić się ze śmiercią jego starszej siostry i nic już nie ma dla nich znaczenia. Julianowi ciężko się z tym pogodzić.
Właśnie wtedy poznaje Hedvig – rudowłosą, rozgadaną, pełną życia dziewczynkę, która kocha święta. Julian przez dłuższy czas czuł się niewidzialny, a ona była pierwszą osobą od dawna, która naprawdę zwracała na niego uwagę i cieszyła się z jego obecności. Jej entuzjazm uważam za zaraźliwy. Hedvig już podczas pierwszego spotkania stwierdza:
“To brzmi prawdopodobnie bardzo dziwnie, ale uważam, że oboje ogromnie, straszliwie będziemy żałowali, jeśli nie zostaniemy przyjaciółmi. Do końca naszych dni nie będziemy mogli sobie darować, że się tak rozstaliśmy.”
I z jednej strony to brzmi naiwnie, a z drugiej przekonałam się na własnej skórze, że czasem spotykasz kogoś i po prostu wiesz, że byłoby szkoda, gdyby każde poszło po prostu w swoją stronę.
Dzięki Hedvig, w Julianie budzi się nadzieja, że może uda mu się przywrócić atmosferę świąt w swojej rodzinie. Dziewczynka nie jest z nim jednak do końca szczera, ukrywa przed nim pewną tajemnicę.
Małe i duże zachwyty
“Śnieżna siostra”, napisana przez norweżkę Maję Lunde, została wydana w 2019 roku w twardej oprawie. Okładkę formatu zbliżonego do A4, zdominowała czerwień, a całość uzupełniają złocone akcenty. Już od samego początku skojarzenia z zimową aurą są oczywiste. Będę się tu rozpływać w zachwytach, ale uważam, że wydanie jest naprawdę wspaniałe i wyróżnia się na tle innych książek.
To dzieło piękne wizualnie – ilustrowane przez Lisę Aisato skrywa bogate wnętrze. Prawie na każdej stronie odnajdujemy coś, czym na nowo można się zachwycać. Czasami są to bogate, pełne ilustracje, innym razem tylko jakiś akcent, drobny detal. Wydaje mi się, że ilustratorka użyła tu akwareli, a to pozwoliło na mieszanie miękkości i plastyczności obrazu ze skupieniem na szczegółowości na przykład w portretach, wtedy, gdy jest to potrzebne, by oddać emocje bohaterów.
Ilustracje nie tylko zachwycają, ale mogą stanowić samodzielną historię, co świadczy tylko o ich kunszcie.
Podoba mi się również ułożenie całej historii w 24 rozdziały, co czyni jednocześnie ze “Śnieżne siostry” formę kalendarza adwentowego. Chociaż nie oszukujmy się – opowieść jest tak wciągająca, że nie wiem, czy komukolwiek udało się czytać ją we fragmentach zamiast na raz.
Wizualne piękno, tematyka świąteczna i cała reszta poruszanych tematów, do których wrócę za chwilę, sprawiają, że to idealny prezent pod choinkę nie tylko dla małych, ale również dla tych większych.
Czasem nie trzeba wielu słów
Są powieści, które mają po tysiąc stron, a nie niosą ze sobą zbyt wielkiej wartości. Są też inne, objętościowo niewielkie, jak choćby “Kwiaty dla Algernona”, czy właśnie “Śnieżna siostra”, pozostawiające w człowieku głęboki ślad. Niby wiesz, że to tylko litery ułożone najpierw w słowa, potem w zdania, a jednak ten wykreowany świat pochłania cię bez reszty i trafia do miejsc, o istnieniu których może zapomniałeś, a może wcale nie miałeś pojęcia.
Książka krąży nie tylko wokół świąt, chociaż jest przepełniona klimatem, magią, zapachem. Ważnym elementem jest również żałoba po stracie. Radość ze świąt przeplata się tu z tęsknotą za starszą siostrą i czasami, które już nie wrócą. Tu jest również doskonale pokazane, jak tłumienie uczuć wpływa destrukcyjnie na człowieka.
Chociaż poznajemy historię z perspektywy Juliana, to te wszystkie kłębiące się emocje są praktycznie namacalne. Sposób narracji pociąga za sobą konkretne używanie języka – perspektywa dziesięciolatka sprawia, że brak tu skomplikowanych słów, czy zawiłych tłumaczeń świata. To wszystko upraszcza i zostawia samą esencję. Uważam, że siła tej historii polega właśnie na prostocie i szczerości.
Przyjaźń jako siła napędowa
“Śnieżna siostra” to dla mnie opowieść o prawdziwej przyjaźni i o tym jaką siłę daje po prostu uważna obecność drugiej osoby. Hedvig i Julian spędzają razem sporo czasu, czasem nie do końca się rozumieją, czasem dochodzi do nieporozumień, ale jednocześnie oboje umieją przeprosić. Podoba mi się, że dziewczynka nie naciska na zwierzenia odnośnie zmarłej siostry, a cierpliwie czeka. Gdy Julian postanawia się z nią podzielić, ona uważnie słucha. Wie, kiedy złapać za rękę, nie puszczać i po prostu milczeć. Wydawałoby się, że to nic wielkiego, a jednocześnie, czasem nie trzeba nic więcej niż przytulić i po prostu być.
Z drugiej strony podziwiam też to, co robi John, najlepszy kumpel Juliana. Przede wszystkim nie obraża się i nie zamyka drzwi przed Julianem, chociaż ten nie zawsze postępuje do końca w porządku. John nie skreśla przyjaciela, potrafi być ponad drobne urazy.
Chociaż to mniej standardowa przyjaźń, podoba mi się również relacja Juliana i Henrika, których połączyła Hedvig. Wydaje mi się, że dziesięciolatek naprawdę może liczyć na pomoc i zrozumienie starego drukarza, który przy okazji uczy go czegoś na temat przyjaźni:
“Dwoje dobrych przyjaciół to więcej niż stu kiepskich”.
Kluczowe jest jednak to, co robi Julian dla Hedvig. Jest on w stanie wyjść ponad to, czego sam by chciał, tylko dlatego, by jej było lepiej. Nie każdego stać na poświęcenie tego, co się kocha.
Kilka kwestii do dyskusji
Być może to niepopularna opinia, ale wciąż uważam, że dobrze by książka skłaniała do myślenia, a “Śnieżna siostra” właśnie to robi. Czytając ją z dziećmi, mamy całe szerokie spektrum tematów do rozmowy. Oczywistością wydają się święta, z czym one się kojarzą, jak można je obchodzić, jak mogłyby wyglądać, gdyby miały być idealne. Kolejnym tematem jest żałoba i smutek po stracie. Książka mówi również o przyjaźni. Pozwala się zatrzymać i zadać sobie pytanie jakich przyjaciół chcielibyśmy mieć i co sami moglibyśmy robić lepiej. Ale to jeszcze wciąż nie wszystkie tematy, bo jest tam tego dużo więcej.
Można tu rozmawiać o postawie rodziców wobec dzieci i o tym, kiedy dzieci muszą wydorośleć. Jest tu obecny również wątek depresji. Na pewno też nie łatwy. Jest samotność zarówno Juliana, Johna, jak i Henrika i małej Augusty. Wytrwałość przy uczeniu się czegoś nowego i przy codziennych ćwiczeniach, w tym wypadku pływania. Znajdziemy tu coś o szukaniu własnej drogi i odkrywaniu pasji, tak jak zrobił to drukarz Henrik. Wreszcie odnajdziemy tu radość z życia tak czystą i ogromną, że aż zaraźliwą oraz wszystkie wielkie zachwyty z drobnych rzeczy. A założę się, że to wciąż jeszcze nie wszystko.
Łzy to też woda…
…a woda może zmienić się w śnieg, jak podkreśla Hedvig.
Po raz pierwszy czytałam to kilka lat temu. Wtedy nie wiedziałam czego się spodziewać, więc płakałam przez większą część lektury. Wzruszenie mnie zatykało. Kiedy ostatnio miałam przeczytać ją ponownie, zakładałam, że już wiem, czego się spodziewać, więc nie dam się na to nabrać po raz drugi. Byłam w błędzie.
Gdybym chciała się przyczepić
Książka podoba mi się w całości, wiem jednak, że istnieją aspekty, które nie każdemu muszą przypaść do gustu. Po pierwsze nie każdy ma w sobie gotowość do poznawania dzieł przeznaczonych dla młodszego czytelnika. To wymaga wyjścia ze swojej bańki. Otwartości na coś nieszablonowego. Pierwszoosobowa narracja ukazująca świat z perspektywy dziecka może być problematyczna. Dla mnie w tej prostocie tkwi siła, ale niektórzy mogliby powiedzieć, że to zbyt proste.
Podobnie jest z wywoływanymi emocjami – ja się wzruszałam, ale będą też tacy, którzy mogą powiedzieć, że to zbyt ckliwe, że za dużo jest tu gry na emocjach. Inni mogą znów wskazać poruszane tematy – smutek, żałoba, za zbyt ciężkie dla młodszego czytelnika. O tym rodzic powinien jednak zdecydować indywidualnie, bo to on najlepiej zna wrażliwość własnego dziecka.
Zastanawiająca może być również wysoka samoświadomość Julka w kwestii przeżywanych emocji, bo przecież mało który dziesięciolatek jest w stanie określić, co czuje. A chłopiec często wspomina, że było mu smutno, czy że czuje żal. To rozpoznawanie emocji jest do pozazdroszczenia, również przez dorosłych.
Podsumowanie
“Śnieżna siostra” to niezwykle ciepła opowieść o magii świąt, smutku, stracie, rodzinie i przyjaźni. Chociaż na co dzień wybieram sci-fi, thriller czy horror, uważam, że to obowiązkowa pozycja przedświąteczna, bo porusza jakieś czułe struny, o których warto przypomnieć sobie w tym okresie. Żebym jej sobie nie kupiła sama dawno temu, to chętnie dostałabym ją w prezencie. Mądra, wzruszająca lektura, a do tego zachwycająca wizualnie. Zwykle lubię słodko-gorzkie zakończenia, albo zupełnie nieszczęśliwe, bo wydają mi się bardziej prawdopodobne, jednakże w tym wypadku cieszę się, że cała historia potoczyła się właśnie tak, a nie inaczej. Można wskazać jakieś drobne minusy, które w moim odczuciu absolutnie nie przeszkadzają w odbiorze całości. Nie wpływają na wrażenia końcowe. Polecam i pewnie nie raz jeszcze do niej wrócę.

