„Serce pochowane na drzewie” to debiut Iwony Serej. Reklamowany był jako postapo z szamankami. Inspirację stanowiła Pocahontas. Częściowo rozumiem, skąd wzięło się to porównanie, a z drugiej strony nie do końca mogę się z tym zgodzić.
Kim jest Sierra i dlaczego trzymałam za nią kciuki
Główną bohaterką książki jest Sierra, uczennica szamanki, starej Amary. To jej losy śledzimy. Wiemy, że wcześnie straciła rodziców i Amara zajęła się nią i jej siostrą. Z racji pokrewieństwa, mieszkańcy wioski z góry założyli, że Sierra pójdzie w ślady ciotki i zostanie szamanką. Ta droga od początku nie była jednak prosta – młodzi adepci tajemnej sztuki musieli przejść szereg prób, z których nie zawsze wychodzili cało. Dodatkowo szamanka nie może, jak inne kobiety w wiosce, założyć rodziny, a dobro mieszkańców musi przedkładać ponad swoje.
To wyjątkowo ciężkie zadanie. W wiosce coraz więcej kobiet umiera podczas porodu, a młodsza siostra Sierry – Rosa właśnie spodziewa się dziecka. Uczennica szamanki robi wszystko, żeby pomóc, ale sytuacja wydaje się być beznadziejna. Nikt nie wie, jak uchronić Rosę.
W tym właśnie momencie przybywają obcy. Nikt nie wie, czego szukają na wyspie, ani jakie mają zamiary. Posługują się jednak zaawansowaną technologią. Sierra, zafascynowana przybyszami z zewnątrz, jest rozdarta między lojalnością a ciekawością i nadzieją na ocalenie siostry.
Świat, w którym chciałabym zostać chwilę dłużej
Sierra mieszka w świecie po upadku. Nikt dokładnie nie wie, kiedy on nastąpił, ani co go spowodowało. Przeszłość i jej zdobycze zostały już dawno zapomniane.
Szczególnie podoba mi się opis zardzewiałych mostów, które kiedyś prowadziły na ląd, a obecnie są wyłącznie smutnym pomnikiem przeszłości. Bardzo dobrze napisana i klimatyczna:
“Owszem, był to most, ale prowadził do świata, który umarł dawno temu. A oni wszyscy żyli tylko dlatego, że zniszczyli ostatnią drogę łączącą ich z tym światem.”
Poza niewielką ilością przedmiotów, które przetrwały do teraz, ludzie zapomnieli o swoich technologicznych zdobyczach. Czasem natykają się jeszcze na wrak samochodu porośnięty mchem czy ruiny budynków. Pod ziemią kryją się korytarze laboratoriów, ale tubylcy ich unikają zamiast czerpać stamtąd wiedzę.
Niektóre tereny są całkowicie skażone – unoszą się nad nimi trujące mgły, inne zaś stanowią tereny łowieckie dla zwierząt, które są całkowicie różne od tych znanych nam dzisiaj. Jak zawsze natura radzi sobie jak może i ewoluuje bez jakiejkolwiek kontroli, a ludzie muszą się do tego dostosować.
Dlaczego czuję niedosyt i chcę więcej
Świat został skonstruowany niezwykle kusząco. Chciałam się o nim dowiedzieć więcej. Intrygowało mnie, dlaczego plemię Sierry odizolowało się od reszty ludzkości pozostałej na stałym lądzie. Co się wydarzyło? Jak doszło do tragedii?
Przypadł mi do gustu opis gigantycznej modliszki. Chwilami nie wiedziałam, czy bardziej kibicuję jej, czy wręcz przeciwnie. Chciałabym więcej tego napięcia. Jak poluje ten przedziwny stwór i jakie są jego zwyczaje? I co ważniejsze, jakie jeszcze zmutowane stworzenia zamieszkują wyspę?
Podobnie intrygujące wydaje mi się społeczeństwo – podzielone na cztery plemiona, chwilami zmuszone, żeby ze sobą współpracować. Mało jest informacji o ich codziennym życiu. Zdobywanie pożywienia jest ledwo wspomniane… A sceny polowań mogłyby być bardzo emocjonujące. Może jestem dziwna, ale zastanawiałam się też w czasie lektury, skąd oni biorą ubrania. Trochę mało było tu życia codziennego, a sam świat wykreowany był na tyle ciekawie, że chętnie zostałabym chwilę dłużej, żeby przyglądać się jego mieszkańcom i ich zwykłym sprawom.
Podobnie sprawa ma się z szamanizmem. Ciągle zastanawiam się, dlaczego i jak do tego doszło, że kobiety przechodzą próby, by zdobyć wiedzę przekazywaną z pokolenia na pokolenie. To szalenie intrygujące i wychodziłam ze skóry, żeby wiedzieć więcej na ten temat. Niestety, tu też zostało więcej pytań bez odpowiedzi.
Żebym teraz wyraziła się jasno – cała konstrukcja świata bardzo mi się podobała, to coś niespotykanego. Przyszłość po upadku nie afiszuje brutalnością, wracamy do korzeni. Jednocześnie też podkreślam, że czułam się sfrustrowana, kiedy w pewnym punkcie książki zorientowałam się, że prawdopodobnie jest za mało stron, żeby się wszystko wyjaśniło…
Rosa, Amara, Lana, Hektor, Reed, czyli bohaterowie wokół uczennicy szamanki
Jak już wspominałam główną osią historii jest Sierra. Jej relacje z innymi ujawniają kilka interesujących wątków.
Mamy tu siostrzaną miłość. Widać, że obie postacie troszczą się o siebie, są sobie potrzebne. Mimo że każda z sióstr ma swoje życie, nie wyobrażają sobie funkcjonowania bez siebie nawzajem. Wiedzą, że mogą na siebie liczyć. To taki wątek, który był pełen ciepła. Nic więc dziwnego, że dobro Rosy stanowi główną motywację do działania Sierry. To ona jest najważniejsza. Sierra ma problem z pogodzeniem tego, co dobre dla młodszej siostry, z tym, co dobre dla mieszkańców wioski.
Z kolei relacja Sierry z Amarą to klasyczny wątek młodość kontra starość. Szamanka jest doświadczona przez życie, niejedno już widziała i właśnie dlatego wykazuje się dużą cierpliwością. To prawdziwy opiekun wioski. Zna dokładnie swoje miejsce i swoją pozycję w społeczności, co czyni ją również dobrym strategiem. Jest szanowana przez wodza. Sierra jest jak każda młoda postać – chce zmieniać świat i robić to, co uważa za słuszne, zapominając czasem o konsekwencjach swoich decyzji i odpowiedzialności, jaką wzięła na swoje barki. Ciekawe jest natomiast to, że wątek ten został przedstawiony w taki sposób, że rozumiem argumenty i jednej i drugiej strony.
Lana i Sierra przez wiele lat były zażartymi rywalkami. Obie pobierały nauki u Amary i dopiero po przejściu ostatniej próby okazało się, która z nich zostanie następną szamanką. Z przyjemnością obserwowałam, jak młode kobiety powoli znajdują wspólny język. Ich relację podsumowałabym chyba przysłowiem “Wróg mojego wroga, jest moim przyjacielem”, w każdym razie to właśnie przychodzi mi do głowy, kiedy o nich myślę.
Na koniec zostali nam Hektor i Reed. Jeden z nich to klasyczny twardziel, który nie mówi o uczuciach, za to odważnie sięga po to, czego chce. Drugi przypomina promyk nadziei, fascynujący zwiastun zmian. Sierra utknęła między nimi dwoma i przez wiele stron zastanawia się, co czuje, co powinna, a czego nie. Ten wątek romantyczny jest subtelny, nie ma tu scen łóżkowych, za co autorka ma u mnie ogromny plus, jednakże wciąż wolałabym poczytać więcej o zmutowanych zwierzętach niż porywach serca. Widzę tak ogromny potencjał w kreacji świata, że zwyczajnie szkoda mi miejsca na romanse.
Serce pochowane na drzewie od strony technicznej
“Serce pochowane na drzewie” to niewielka objętościowo powieść, bo ma zaledwie 290 stron, wydana przez wydawnictwo Excalibur. Na okładce widnieje bardzo piękna, klimatyczna grafika. Sama w sobie stanowi ona swego rodzaju zapowiedź, czego możemy spodziewać się w środku, a to duży plus. Miękka okładka ze skrzydełkami sprawia, że łatwo się ją nosi, choćby w torebce, jeśli ktoś, jak ja, czyta wszędzie, gdzie tylko może. Dodatkowo cudownie dobrany font. Ja wiem, że to w sumie szczegół, ale ja tam zwracam uwagę na takie rzeczy.
Napisana przystępnym językiem. Złożona z powszechnie znanych słów, chociaż z uwagi na temat, wprowadza do słownika kilka własnych pojęć, co działa tylko na plus. Nie było tu niepotrzebnych udziwnień. Zdania odpowiedniej długości, przez co całość czytało się bardzo szybko. Można powiedzieć, że dla niektórych to będzie książka na jeden wieczór.
Tempo akcji też było odpowiednie. Nie było fragmentów, na których bym się nudziła. Klasyczna narracja trzecioosobowa w tym przypadku dobrze spełniła swoją rolę. W narracji teraźniejszość przeplatała się z przeszłością Sierry, ale mimo to tempo nie zwalniało. To były przemyślane retrospekcje i wnosiły dużo dobrego do historii. No chyba, że Sierra wzdychała za chłopakiem, ale bardzo możliwe, że tylko ja to tak odbieram.
“Serce pochowane na drzewie” – sięgać czy nie?
Sięgać, ale odpowiednio się nastawić i już tłumaczę dlaczego. Klasyczne postapo często jest cięższe, porusza poważniejsze tematy, zastanawia się dokąd zmierza ludzkość i gdzie się podziewa człowieczeństwo. Krew, pot, łzy i zagłada ludzkości. Tu tego nie ma. Jak słyszę “postapo” to na to się właśnie nastawiam i dostałam trochę co innego, niż się spodziewałam. Jeśli dodamy do tego Sierrę, z jej lekko naiwnym podejściem do świata, młodością buzującą w żyłach i dylematami miłosnymi, wychodzi nam bardzo lekkostrawny posiłek.
To wciąż ciekawa, klimatyczna lektura, przy której dobrze się bawiłam. Jednakże ze względu na powyższe mam wrażenie, że jest skierowana do nieco młodszego (ode mnie – w końcu bliżej mi już do 40 niż 30) czytelnika. Na okładce widnieje oznaczenie wiekowe 16+, moim zdaniem, jak najbardziej adekwatne i to się szanuje. W tym samym momencie dla mnie osobiście mało było tego intrygującego świata, w który chciałabym się zanurzyć bez reszty.
Jak najbardziej będę polecać “Serce pochowane na drzewie”, jako coś nieco lżejszego, odpowiedniego na wakacje. Myślę, że to będzie też właściwa lektura, żeby zacząć w ogóle z postapo. Jeśli ktoś do tej pory wybierał raczej powieści obyczajowe to śmiało poleciłabym “Serce” jako książkę, po którą warto sięgnąć w pierwszej kolejności.
Jeśli chodzi o mnie, to chociaż wiem, że to nie jest mój standardowy wybór, tak to nazwijmy, to uznaję “Serce pochowane na drzewie” za swoje guilty pleasure i czekam na kontynuację, która, z tego co wiem, już się pisze.
Zapomniałabym jeszcze wspomnieć – pomysł z tatuażem, a konkretnie z jego motywem użytym w fabule, to absolutne mistrzostwo świata i już sobie wyobrażam taki na skórze. Kto wie, może kiedyś…
Podsumowanie
Tytuł: Serce pochowane na drzewie
Autor: Iwona Serej
Wydawnictwo: Excalibur
Rok wydania: 2025
Ilość stron: 290
Odpowiednie dla miłośników: lasów, natury, posapo, czegoś lekkiego, romansów, slow burn, modliszek, lekkich romansów
Czy przeczytam jeszcze raz? Nie wiem, ale na pewno przeczytam kontynuację


