Cykl o niesławnym „Cierniu Camorry” zostawił we mnie myśl „chciałbym więcej”. Jest na tyle oryginalnie napisany, że się nie nudzi, a wręcz cały czas zaskakuje. Pierwszy tom to „Kłamstwa Locke’a Lamory”. Trzy książki tworzą spójną całość. Przekazują kolejne przygody niecnych dżentelmenów, jednak ciągle zmieniając miejsce akcji oraz stawiając coraz to nowe wyzwania na drodze bohaterom, co daje ciągły powiew świeżości.
Zarys sytuacyjny
Locke’a poznajemy jako małego chłopca, opisanego przez mistrza złodziei jako dziecko, które „za dużo kradnie”. Młody Lamora ma ambicję, umiejętności, brakuje mu jednak jednej, bardzo ważnej rzeczy – umiejętności patrzenia w przyszłość. Jego zachowanie prawie łamie pakt między gildiami, doprowadza do spalenia gospody, a nawet zabija rówieśnika. Jednym słowem jest nieprzewidywalny, właśnie przez swój brak dalekowzroczności.
Trafia jednak pod opiekę kogoś więcej, kogoś, kto może wyszkolić go w delikatnej naturze oszustw, czarowania mieszków jak i ludzi. Wszystko to ma na celu dobranie się do kosztowności niczego niespodziewających się ofiar. Kto by pomyślał, że ślepy kapłan ma taką wiedzę… I chce ją przekazać.
Nic nie jest takie, jakie się wydaje
W pierwszej części poznajemy kapłana, służącemu trzynastemu spośród dwunastu bogów – niesławnemu patronowi złodziei, jego podopiecznych, w tym Locke’a, określanego mianem „Ciernia Camorry”, nieuchwytnego mistrza szpady, który tak naprawdę nigdy nie zabłysnął ze szpadą w dłoni, a także resztę niecnych dżentelmenów, z czego jeden nawet nie jest mężczyzną. Wszystko wydaje się przerysowane, przekolorowane, a jednak doskonale do siebie pasuje. W pewnym momencie można zastanawiać się nawet, czy cokolwiek, co wiemy o głównym bohaterze, jest prawdziwe.
Historia kołem się toczy
Głównym działaniem Locke’a jest oczywiście kradzież. Ale nie zwykła kradzież. Kradzież z przytupem, mająca na celu zwinięcie ogromnego łupu, a nie jakiegoś lichego mieszka. Czy jednak przy tak delikatnej akcji jest miejsce na pomyłki? A może ofiara zmieni dzisiaj trasę? A może zacznie rozpytywać o nieznajomego kupca? Jest tyle niewiadomych, jednak kiedy machina pójdzie w ruch… Zaczynają się kłopoty.
Opisywane sytuacje są jedynie z pierwszej części trylogii oraz są zarysem wstępu do historii. Prawdziwa akcja zaczyna się dopiero później, ale by nie psuć zabawy i nie spojlerować za dużo, odsyłam do samodzielnej lektury.
Kilka słów o własnych przemyśleniach
W mojej opinii wykreowany świat jest zachwycający – późnośredniowieczna Wenecja z pozostałościami starodawnej magii w postaci szklanych budowli i mostów, domieszka magii która nie dominuje, ale wprowadza ciekawy element zamieszania, jak i głęboko zarysowane postacie wraz z zależnościami między nimi. To wszystko składa się na doskonały gulasz rozmaitości – jeśli poświęcisz mu chwilę, można wyczuć niezliczoną ilość nut smakowych, jak i zachwycić się wieloma z nich. Sposób rozwiązywania problemów, częsty brak możliwości podjęcia innych działań… To wszystko dodaje charakteru i głębi dla tytułu.
Podsumowanie
„Kłamstwa Locke’a Lamory” to wspaniałe fantasy, napisane z rozmachem, świat pełen przygód, w który zdecydowanie warto wkroczyć, aby poznać niezrównanego Locke’a. Sam wracałem do tego nie raz i gorąco zachęcam do zapoznania się z tym tytułem.
Tytuł: Kłamstwa Locka Lamory
Autor: Scott Lynch
Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 556
Odpowiednie dla miłośników: fantastyki z lekką domieszką magii
Czy przeczytam jeszcze raz? Nawet nie raz, oczywiście


