Wayward Pines to trylogia, opowiadająca o miasteczku, które wydaje się być idealne na pierwszy rzut oka, póki nie zaczniesz przyglądać się bliżej. Autorem serii jest Blake Crouch. Seria powstała w latach 2012-2014. Chociaż jest klasyfikowana w gatunku kryminał, sensacja, thriller, określiłabym, że to bardziej sci-fi, czy ogólniej rzecz biorąc fantastyka.
Agent do zadań specjalnych
Pewnego dnia w Wayward Pines budzi się Ethan Burke – agent i były żołnierz. Jego zadaniem było odnalezienie zaginionych kolegów i w tym właśnie celu przyjechał do miasteczka. Spotykają go coraz to dziwniejsze zdarzenia, które trudno jest wyjaśnić w jakiś logiczny sposób. Do tego zaraz jednak wrócę.
Agent FBI to bohater, wobec którego ciężko być obojętnym – raz mu kibicujesz, innym razem masz mu ochotę przygrzmocić łopatą w tył głowy w nadziei, że się ogarnie. Niezmiennie natomiast irytuje jego przekonanie o własnej nieomylności i wyższości nad innymi ludźmi. Towarzyszy on czytelnikowi od pierwszych stron, aż do zakończenia.
SZUM
Pierwszy, otwierający tom cyklu o Wayward Pines, chyba najmniej trzymał w napięciu. Jak już wspomniałam wcześniej, na pierwszy rzut oka miasteczko wyglądało na idealne miejsce do życia. Niemal jak kraina miodem i mlekiem płynąca. Z każdą chwilą pojawiają się jednak rysy w tym idealnym obrazku, a zachowanie mieszkańców jest co najmniej niecodzienne.
Kiedy Ethan tam trafia, czytelnik nie wie, czy rzeczywiście coś nie gra, czy to może wyłącznie urojenia agenta, który doznał poważnego uszczerbku na zdrowiu po wypadku.
Liczba tajemnic do rozwiązania mnoży się w zastraszającym tempie. Po poznaniu ⅔ treści byłam zniecierpliwiona tym, że nic nie wiadomo, pytania pozostawały bez odpowiedzi, liczba stron do końca malała. Traciłam nadzieję na to, że otrzymam jakiekolwiek wyjaśnienia. Podejrzewałam dodatkowo, że został tam wykorzystany motyw podróży w czasie, za czym nie przepadam. To był ten moment, gdy czułam się znudzona i zniechęcona, i byłam bliska porzucenia tego tytułu.
Cieszę się, że postanowiłam zostać z nim jeszcze trochę. Akcja znacznie przyspieszyła, pojawiło się więcej napięcia i częściowe wyjaśnienia.
Główny przeciwnik nie jest tu do końca namacalny. Wydaje się, że wszyscy mieszkańcy miasteczka obrócili się przeciwko Ethanowi. Dominuje tu obraz tajemnicy, zaszczucia oraz zbliżającej się katastrofy.
Zakończenie było bardzo zaskakujące. Nie wyjaśniło wszystkiego, ale sprawiło, że bez wahania sięgnęłam po drugą część.
BUNT
W drugiej części nie ma już tylu tajemnic, chociaż nadal są one obecne. Najbardziej zaskakującym jest, że Ethan Burke zostaje szeryfem miasteczka, z którego wcześniej tak desperacko starał się wydostać. Jak to mówią, im dalej w las, tym więcej drzew – były agent dostrzega coraz więcej luk w idealnym obrazku miasteczka i powoli zgłębia jego tajemnice.
Prawda, którą odkrywa jest ciężarem nie do udźwignięcia. Czy da radę zmierzyć się z nią całkiem samotnie?
Tom ten obfituje w plot twisty i zaskakuje kolejnymi wydarzeniami. Fabuła nie nudzi, dzieje się w niej naprawdę dużo. Intryga została zbudowana na kłamstwie. Zamiast kolejnych zagadek, czytelnik dostaje za to coś innego – obezwładniające uczucie narastającego szaleństwa i sięgającą coraz głębiej paranoję. To sprawia, że fabuła jest niezwykle wciągająca.
Oczywiście znajdziemy tu parę minusów – rozpisane wątki posiadają dziury fabularne, a niektóre postaci szczególnie drażnią. Otrzymujemy tu za to sporo napięcia i moralnych dylematów. Podoba mi się świetnie skonstruowany antagonista, który zgrabnie manipuluje otoczeniem. To również bardzo “filmowa” historia, nadająca się do zekranizowania.
Zakończenie zostawia czytelnika z otwartą z wrażenia szczęką w oczekiwaniu na więcej.
KRZYK
Ten tom pozbawia mieszkańców złudzeń. Muszą się oni zmierzyć z trudną prawdą i pogrzebaną nadzieją. Nawet czytelnikowi trudno jest osądzić w sposób jednoznaczny, co byłoby lepsze – chroniąca niewola, czy zagrażająca życiu wolność?
W tym tomie dzieje się zdecydowanie najwięcej. Chaos trwa w najlepsze, zdaje się nie ustawać ani na chwilę, a wszystko wydaje się zmierzać do katastrofy. Przedstawione wydarzenia są brutalne, krwawe i trzymają w nieustającym napięciu. To nie pozwala oderwać się od książki.
Podoba mi się konsekwencja w budowaniu świata – tu znajdziemy odpowiedzi i domknięcie wielu wątków. Zwróciłam również uwagę na trzymanie pewnego poziomu w całej serii. Zwykle pierwszy tom jest napisany fenomenalnie, drugi przynudza, więc po trzeci zupełnie nie mam ochoty sięgać. Tu jest jednak inaczej, ponieważ to pierwszy był najsłabszy, a kolejne tylko lepsze.
Samo zakończenie serii jest trudne. Nie ma łatwych odpowiedzi na temat tego, jak powinno się postąpić, co stanowi mniejsze, a co większe zło. To strefa szarości, gdzie role bohaterów i antagonistów nie są już takie jednoznaczne. Kończąc książkę czułam dyskomfort, bo nie mogłam się zdecydować, co byłoby lepsze. Zostałam myślami chwilę dłużej przy zagadnieniach tam poruszanych – o to właśnie chodzi w dobrych historiach. Trochę to niewygodne, ale po raz kolejny okazuje się, że każdy medal ma dwie strony.
Dlaczego warto?
Trylogia o Wayward Pines to przede wszystkim lawina emocji i zwrotów akcji. Przy tej historii nie można się nudzić, a przedstawiona wizja świata powoduje niepokój. Odnajdziemy tu również rozterki moralne bohaterów, ale także sami ich doświadczymy.
Bardziej wnikliwi czytelnicy mogą pobawić się w detektywów i odnaleźć tu nawiązania do “Nowego wspaniałego świata” Huxleya, “1984” Orwella, mitu o Prometeuszu, czy nawiązania do Raju Utraconego. Pewnie jest ich więcej, te wydawały mi się po prostu najbardziej oczywiste.
Bohaterowie są spójni i postępują zgodnie z własną osobowością i systemem wartości. Mają dylematy i wątpliwości, co czyni ich bardziej prawdopodobnymi.
Ciekawy jest również kierunek, w którym zmierza świat przedstawiony w książkach. Chociaż zahacza on mocno o gatunek sci-fi, to wydaje się być jednocześnie prawdopodobny, co tylko podbija stawkę.
Książki nie są długie, mają po ok. 350 stron, a zważywszy na to, jak bardzo napakowane są treścią, poznawanie jej idzie wyjątkowo szybko.
Trylogię poznawałam w audiobooku i uważam, że jest on fantastycznie zrealizowany, od lektora zaczynając, aż na efektach dźwiękowych kończąc.
Minusy trylogii o Wayward Pines
Zdecydowanie największym minusem jest konstrukcja “Szumu”, czyli pierwszego tomu serii. Chociaż od początku czułam “dziwność” położenia, w jakim znalazł się Ethan, to akcja rozkręcała się wyjątkowo długo. Nudziłam się i miałam wrażenie, że zostanę z mnóstwem pytań bez odpowiedzi. Mało brakowało, a porzuciłabym lekturę przed jej ukończeniem, co nie zdarza mi się znów tak często.
Główny bohater mnie drażnił, ponieważ mamy zupełnie różne systemy wartości i jego wybory wydawały mi się nie do końca właściwe. Nie mówię tu nawet o zakończeniu, ale o wszystkim tym, co zrobił w trakcie trwania fabuły. Raczej bym go unikała w prawdziwym życiu niż chciała się z nim zaprzyjaźnić.
Zapewne mogłabym odnaleźć więcej rzeczy, które nie do końca mi się podobały, ale te dwa aspekty uważam za najbardziej istotne.
Kiedy sięgnąć po Waywards Pines?
W mojej opinii dzieło Croucha to trylogia dla osób lubiących akcję z domieszką dylematów moralnych, ale jednak bez większych wzruszeń. Całość była dynamiczna i ciekawa, jednocześnie wymagająca cierpliwości, gdyż długo się rozkręcała.
Nie jest to typowa dystopia, ani też klasyczne science-fiction.
Autor położył tu nacisk na mechanizmy manipulacji tłumem oraz odpowiedź jednostki wobec strasznej, nieobliczalnej rzeczywistości.
Ze swojej strony zachęcam do sięgnięcia po tę trylogię, ponieważ dostarcza przede wszystkim dobrej zabawy, chociaż nie stanowi objawienia. Na uwagę zasługuje zakończenie – jest niewygodne i w związku z tym zostaje w głowie na dłużej. Każe zapytać, czy prawda jest ważniejsza od bezpieczeństwa, w tym samym czasie pokazując, że na niektóre pytania nie ma prostych odpowiedzi.
Bezpieczeństwo jest wygodne, ale prawda ma swoją cenę.


