Są rzeczy, o których wiesz, że prędzej umrzesz, niż o nich komukolwiek powiesz.
Rzeczy, o których wiesz, że lepiej byłoby umrzeć, niż je zobaczyć.
Ja je widziałem.
– mówi David, z którego ust poznajemy całą historię. “Dziewczyna z sąsiedztwa” jest napisana w formie retrospekcji i rozliczenia z przeszłością. David, miał zaledwie 12 lat, gdy doświadczył rzeczy niewyobrażalnych, które na zawsze odcisnęły na nim swoje piętno. Jest dręczony głębokim poczuciem winy, rzutującym na podejmowane przez niego decyzje np. odnośnie posiadania dzieci. Teraz, jako dorosły człowiek, rozumie więcej i stara się jakoś to wszystko poukładać.
Amerykański sen
Jack Ketchum napisał książkę „Dziewczyna z sąsiedztwa” w 1989 roku i chociaż od tego czasu minęło wiele lat, historia nadal szokuje czytelników na całym świecie. Na niecałych 350 stronach rozgrywa się prawdziwy dramat.
Akcja powieści rozgrywa się latem 1958 roku na przedmieściach New Jersey, gdzie jest sielsko i wręcz sielankowo. Tu wszyscy się znają, dzieci bawią się na zewnątrz, bez lęku, że coś może im się stać, a mieszkańcy nie zamykają domów na klucz. Panuje dobrobyt, tradycyjny podział ról ma się jak najlepiej, sytuacja ekonomiczna polepsza się z roku na rok. Ponieważ środowisko wydaje się tak bezpieczne i spokojne, rozgrywająca się tam tragedia tym bardziej szokuje.
Szesnastoletnia Meg i dziewięcioletnia Susan tracą rodziców w wypadku samochodowym i trafiają pod opiekę do krewnej, czyli do Ruth Chandler. Jest to 36 letnia kobieta, posiadająca dwójkę starszych, dwunastoletnich dzieci – Dannego i Willa, oraz dziesięcioletniego Ralpha. Od samego początku Ruth jest wrogo nastawiona do Meg i jej młodszej siostry. Zaczyna szkalować starszą z dziewczynek. Z czasem wszystko eskaluje do niewyobrażalnych rozmiarów. Opiekunka popada w szaleństwo i zaraża nim najpierw własne dzieci, a potem okoliczną młodzież. Meg jest bita i torturowana. Narastającą spiralę przemocy obserwuje David. Ten młody chłopak musi podjąć decyzję, co robić wobec tak oczywistego i wszechogarniającego zła, co jest dla niego dużo trudniejsze niż mogłoby się wydawać.
“Dziewczyna z sąsiedztwa” to trudna książka
Jack Ketchum stworzył horror bez żadnych zdarzeń paranormalnych. Tu głównym bohaterem jest tylko i wyłącznie człowiek oraz zło jakiego jest się w stanie dopuścić.
“Dziewczyna z sąsiedztwa” to lektura trudna z kilku powodów. Po pierwsze sam temat – dręczenie i torturowanie Meg. Jakby tego było mało, same opisy powodują, że czytelnikowi włos się jeży na głowie. Użycie prostego języka, raczej krótkich akapitów i obrazowego przedstawienia, sprawiają, że w głowie pojawią się obrazy i całe sceny, których później trudno jest się pozbyć spod powiek. Poziom okrucieństwa i brutalności zadziwiają.
Nawet horror ekstremalny –np. Bighead – nie był dla mnie tak trudny w odbiorze, bo tam od razu było wiadomo, że mamy do czynienia z przejaskrawieniem. Jeśli zaś chodzi o “Dziewczynę z sąsiedztwa” to jej siła polega między innymi na kontraście – z jednej strony mamy piękne amerykańskie przedmieścia i bawiące się dzieci, by za chwilę obserwować wymyślne tortury na młodej dziewczynie. Musiałam robić przerwy. Zostawiałam ich w piwnicy i wracałam dopiero po dłuższej chwili.
Czytając czułam odrazę oraz lepkość brudu. Jakby samo zetknięcie z treścią mogło fizycznie na mnie wpłynąć. Cierpienie, którego doświadczyła Meg było niewyobrażalne, a fakt, że w powtarzające się akty prześladowania były zamieszane dzieci, wstrząsa czytelnikiem. Dochodzi do tego jeszcze seksualizacja dziewczyny oraz pożądanie mieszające się ze współczuciem, co wydaje się niemożliwe dla większości ludzi funkcjonujących w miarę standardowo.
Te wszystkie aspekty sprawiają, że jest to książka, o której na pewno nie zapomnę. Wyobrażenia pewnych scen zostaną ze mną na zawsze, szokując i przypominając, jaka jest cena milczenia.
Zdecydowanie nie polecam lektury wrażliwym osobom. Nawet jeśli ktoś lubi horror, powinien się zastanowić, czy po to sięgnąć. Książka powinna być oznaczona 18+, a nawet po osiągnięciu pełnoletności, warto z nią poczekać kilka lat.
David i Goliat
David bywał u Chandlerów bardzo często. Donnie to jego najlepszy przyjaciel, jak sam mówi. Spędzają wspólnie długie letnie dni. Ruth Chandler jest uważana przez chłopców nie tylko za autorytet z racji wieku, ale również za ”spoko” osobę, jakbyśmy teraz potocznie to określili. Miała dobry kontakt z młodzieżą – jak mogło się wydawać na pierwszy rzut oka oraz o czym był przekonany David.
Kiedy dochodzi do pierwszych, początkowo drobnych aktów przemocy wobec Meg, chłopak jest przekonany, że musiała na to zasłużyć:
Przez chwilę poczułem się niezręcznie, poczułem ukłucie podzielonej lojalności. Jeżeli Meg była na czarnej liście Ruth, musiał istnieć ku temu jakiś dobry powód.
Problem w tym, że David wydaje się być inteligentnym oraz empatycznym młodym człowiekiem, który od samego początku podskórnie przeczuwa, że to czego doświadcza Meg, nie jest normalne, a zwyczajnie złe. Po kimś takim spodziewamy się jakiejkolwiek reakcji, chęci niesienia pomocy, prób poprawienia sytuacji dziewczyny. Natomiast David jest cały czas obecny podczas dręczenia i maltretowania dziewczyny. Czasem odwraca wzrok, by nie widzieć, co Chandlerowie robią Meg, ale sam też przyznaje, że zło jest kuszące:
Nigdy później nie uciekłem.
Po tym dniu byłem uzależniony, a moim narkotykiem było pragnienie. A właściwie żądza poznania granicy tego, co dozwolone. Jak daleko mogą się posunąć. Pragnienie wiedzy, czy posuną się dalej.
Ta fascynacja młodego chłopca przemocą, jest wstrząsająca i zadziwiająca zarazem. Z jednej strony dręczony koszmarami, z drugiej bierny oraz zrzucający z siebie całą odpowiedzialność, David budzi bardzo skrajne emocje. Sam mówi przecież:
To zawsze byli oni. Ja trzymałem się z dala, a przynajmniej tak mi się wydawało. Z jednej strony z dala od Meg i Susan, z drugiej natomiast od Chandlerów. W niczym bezpośrednio nie brałem udziału. Obserwowałem. Nigdy nie dotykałem. To wszystko. Tak długo, jak trzymałem się tej myśli, wydawało mi się, że byłem, jeśli nie całkowicie bez winy, to przynajmniej nie całkowicie winny.
Kto pierwszy rzuci kamień
Postawa Davida jest często bardzo surowo oceniana przez czytelników, bo w teorii wszyscy umiemy odróżnić dobro od zła. W praktyce pojmowanie tego, co moralne przez dorosłego człowieka i przez dziecko różnią się diametralnie. To, co dojrzały człowiek uznaje za oczywiste, nie do końca jest takie dla dwunastolatka. Wystarczy popatrzeć na stadia rozwoju moralnego według Kohlberga, ich wpływ na rozwój osobowości oraz postępowanie jednostki, i zastanowić się, na jakim etapie był on ówcześnie.
Mi wychodzi, że David znajdował się na poziomie konwencjonalnym, gdzie źródłem moralności są obowiązujące konwencje społeczne. W skrócie chodzi o to, że jednostka robi wszystko, by dopasować się do środowiska i zdobyć akceptację społeczną. Ten mechanizm działa poza świadomością, jest wdrukowany na stałe.
Czy to usprawiedliwia Davida? Na pewno nie do końca, ale pozwala choć trochę zrozumieć mechanizmy, które zadziałały w tej chorej sytuacji.
Za sprawą Ruth, David poznaje także nowe, kuszące, oblicze zła:
W tej piwnicy, z Ruth, zacząłem uczyć się, że złość, nienawiść i samotność są niczym pojedynczy przycisk, czekający na palec, który poprowadzi człowieka do destrukcji. I dowiedziałem się również, że te uczucia mogą mieć smak zwycięstwa.
To również jest przerażające, jak chłopak, który miał na początku wątpliwości, co do postępowania wobec Meg, nagle widzi w tym coś pociągającego. Brak konsekwencji u tego młodego człowieka irytował mnie najbardziej. To przecież on mówi również:
Stałem pośród nich, przytłoczony odmiennością.
Przytłoczony złem.
W pewien sposób David wydaje się być gorszy od nich wszystkich, bo zdaje sobie sprawę ze zła, które go otacza, więc jego działania, albo ich brak, wydają się być bardziej świadome. Zważywszy na młody wiek i presję otoczenia, ciężko powiedzieć, że jest on zły, ale nie mogę też powiedzieć, że jest dobry – tak w dużym uproszczeniu.
Najgorszy czarny charakter
Od samego początku jasnym jest, że Ruth gra tu pierwsze skrzypce. Udaje koleżankę młodzieży, choć tak naprawdę wszystkimi manipuluje. Częstując dwunastolatków piwem, nakazywała im, żeby nikomu nie mówili. Tym samym uczyła ich dwóch rzeczy. Po pierwsze: można robić zakazane rzeczy, o ile nikt się o tym nie dowie. Po drugie posiadanie tajemnic z dorosłymi jest jak najbardziej normalne.
Te dwa czynniki tworzą idealny grunt pod narastające nadużycia i przyszłą eskalację przemocy, dlatego teraz często uczymy dzieci, że lepiej nie mieć tajemnic. Ruth natomiast wykorzystała naiwność i łatwowierność tych młodych ludzi.
Przyglądając się bliżej jej wypowiedziom i jej samej, można dojść do wniosku, że jest to osoba głęboko nieszczęśliwa. Bita, a następnie porzucona przez męża, została sama z trójką dzieci. Rozczarowanie życiem sączy się z każdego milimetra jej osoby. Ruth jest zawiedziona życiem, dokonanymi wyborami oraz miejscem, w którym się znajduje. Tęskni za młodością, za nadzieją, że wszystko jeszcze ma przed sobą. Wydaje mi się, że nienawidzi siebie.
Kiedy w jej domu pojawia się młoda, piękna i niewinna Meg, jej obraz zderza się z wszystkimi negatywnymi uczuciami Ruth. Matka trojga dzieci, wydaje się zazdrościć witalności dziewczynie. Stopniowo całą nienawiść, którą żywiła do siebie samej, przelewa na Meg. Torturuje ją i karze, pod pozorem troski. W tym samym momencie ujawnia się również pogarda wobec wszystkich kobiet:
To przez cipę. O to chodzi. Przez twoją ciepłą, mokrą cipkę. To jest twoje przekleństwo, rozumiesz? Przekleństwo Ewy. To słabość. Tutaj nas mają. Mówię ci. Kobieta jest niczym więcej, jak tylko dziwką i zwierzęciem. Musisz to sobie uświadomić, musisz to zapamiętać. Po prostu wykorzystywana, rżnięta i ukarana. Kobieta jest niczym więcej, jak głupią, żałosną dziwką z dziurą, i zawsze tylko tym będzie. Jedyne, co mogę dla ciebie zrobić, właśnie robię. Mogę spróbować jakoś to z ciebie wypalić.
Szaleństwo i okrucieństwo Ruth eskalują w zastraszającym tempie, wydają się nie mieć granic.
Dzieci i ryby głosu nie mają
To, co od początku rzuca się w oczy, to brak odpowiedzialnych dorosłych oraz ich realnego wsparcia. W świecie dzieci obecna była tylko Ruth, ale to nie był dobry wzór do naśladowania – to już ustaliliśmy. Sęk w tym, że nie było alternatyw. Rodzice Davida byli praktycznie nieobecni w jego życiu, pochłonięci własnymi sprawami. Nie zauważali, kiedy chłopiec wymykał się do Chandlerów. Nie to jest jednak najgorsze.
Był taki moment, gdy Meg poskarżyła się na złe traktowanie przez Ruth policjantowi, panu Jenningsowi. Chociaż wydawało się, iż jej wysłuchał i nawet odwiedził dom Chandlerów, w teorii zareagował, w praktyce jedynie uspokoił swoje sumienie. Od tego czasu Meg znalazła się w jeszcze gorszej sytuacji, ponieważ nie uniknęła represji ze strony oprawcy.
To zdarzenie niesie ze sobą wiele poważnych konsekwencji, ale ja skupię się na dwóch. Po pierwsze, gdy Meg nie uzyskała pomocy od zawodu zaufania publicznego, wzbudziło to we wszystkich dzieciach poczucie bezradności wobec dorosłych.
Prawie ją za to znienawidziliśmy. Jakby ponosząc klęskę z panem Jenningsem, ujawniła naszą największą słabość, czyli to, że byliśmy dziećmi. Bycie „tylko dzieciakiem” nabrało nowego znaczenia, stało się to nieustającą groźbą, o której nigdy wcześniej nie myśleliśmy. Cholera, jeżeli tylko by chcieli, mogliby nas wszystkich potopić w rzece. Byliśmy „tylko dziećmi”. Byliśmy własnością. Należeliśmy do naszych rodziców ciałem i duszą. To oznaczało, że czekała nas zagłada w obliczu każdego prawdziwego niebezpieczeństwa ze strony świata dorosłych, a także wywoływało bezradność, upokorzenie i złość.
Drugą poważną konsekwencją, jest całkowita zmiana stosunku okolicznej młodzieży do Meg. Przerzucono na nią odpowiedzialność za bierność dorosłych.
Jak mogła być tak głupia, żeby myśleć, że gliniarz stanie po jej stronie, a przeciwko osobie dorosłej? Nie zdawała sobie sprawy, że to tylko pogorszy sytuację? Jak mogła być tak naiwna, tak ufna i tak tępa zarazem?
Najłatwiej było obwiniać właśnie ją, bo ona nie mogła się bronić.
Wychowanie do przemocy
Czy znasz teorię wybitych szyb, zwaną również teorią rozbitych okien? W latach osiemdziesiątych stworzono koncepcję, według której brak reakcji na nawet drobne akty wandalizmu powoduje coraz szkodliwsze zachowania. Zimbardo, znany ze swojego eksperymentu więziennego, przeprowadził również doświadczenie z porzuconymi autami. Jedno zostało porzucone w Palo Alto, drugie w Bronxie. Pierwsze stało w stanie nienaruszonym, podczas gdy to drugie zostało rozebrane w ciągu kilku godzin. Zimbardo starał się w ten sposób udowodnić, że kontekst społeczny jest ważny i reagowanie ma realny wpływ na wandalizm, a w tym na pojawiające się patologie.
Ale dlaczego w ogóle o tym wspominam? Bohaterowie powieści “Dziewczyna z sąsiedztwa” od początku byli przyzwyczajeni do przemocy. Skoro dorośli nie reagowali, stanowiło to swego rodzaju ciche przyzwolenie na zachowania patologiczne. Wspólne picie piwa z nastolatkami jest jednym z takich właśnie zachowań. Policjant również nie zareagował, co jak już wiemy, obudziło głębokie poczucie bezsilności.
Znamienne jest również to, że używanie przemocy w stosunku do kobiet było na porządku dziennym. Zdezorientowany David pyta o to swojego ojca. Dostaje następująca odpowiedź:
– Sęk w tym – powiedział – że kobiety nieraz zasłużyły i nadal zasługują na takie traktowanie.
David próbuje to sobie jakoś poukładać:
Starałem się zrozumieć to, co powiedział mi ojciec: nigdy nie wolno uderzyć kobiety, ale czasami nie ma się wyboru.
„Zostałeś do tego zmuszony”.
To zakotwiczyło się w moim umyśle. Czy w pewnym momencie Meg zmusiła do tego Ruth swoim zachowaniem?
Ja widzę tu rozmyte granice moralne, a dzieci potrzebują jasnych norm i zasad. Co więcej David przypomina sobie, że ojciec bił kiedyś mamę. W domu Eddiego i Denise oprawcą również jest rodziciel. W takich okolicznościach, granice moralne zostają rozmyte całkowicie lub w ogóle przesunięte. Przemoc i bicie stają się normalną codzienną praktyką.
Zmowa milczenia
Wstrząsająca jest również zmowa milczenia, która panowała w tej społeczności. Nie dziwi mnie fakt, iż milczały dzieci Ruth – dla nich to, co powiedziała matka, było absolutnie święte. Myślę, że czytelnika najbardziej dziwi milczenie Davida, ale o tym już pisałam.
Milczenie policji ma oczywiście opłakane skutki. Jednakże w pewnym momencie wydaje się, że o torturowaniu Meg wiedzą wszyscy:
Wieści szybko się rozniosły.
Teraz byli tam nie tylko Eddie i Denise, lecz również Harry Gray, Lou i Tony Morino, Glen Knoll, a nawet Kenny Robertson. Dwanaście osób, wliczając w to Meg i mnie, stłoczonych w maleńkim schronie, oraz Ruth, która stała w drzwiach, uśmiechając się i przyglądając, jak odpychali i szturchali Meg tam i z powrotem, niczym kulkę w automatach do gry, złapaną w pułapkę tuzina ludzkich flipperów.
Przerażający wydaje się fakt, że nikt nie zareagował. Nie wierzę też, że nikt w okolicy nie widział siniaków dziewczyny, ani nie słyszał jej krzyków, gdy sprawiali jej niewyobrażalny ból.
Kiedy jeden z chłopców, Tony, powiedział swojej matce, o tym, że Ruth trzyma Meg w piwnicy, otrzymał odpowiedź, iż najwyraźniej dziewczyna na to zasłużyła. Znów nikt nic nie zrobił. Po raz kolejny dorośli zawiedli.
Dziewczyna z sąsiedztwa – original story?
Przemocy pod różnymi postaciami jest tu naprawdę dużo, dlatego też łatwo jest podchodzić do tej książki wyłącznie z poziomu emocji. Opisane sceny budzą odrazę, wywołują wstrząs i obrzydzenie. Poza tymi wszystkimi emocjami, dla mnie osobiście ważne są mechanizmy, jakie stoją za konkretnymi czynami i zachowaniami. Wierzę, że zrozumienie jest kluczem do zapobiegania takim wydarzeniom.
Najbardziej szokujący pozostaje jednak fakt, że fabuła książki “Dziewczyna z sąsiedztwa” była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Gertrude Baniszewski, pierwowzór Ruth, przygarnia pod opiekę Sylvię i Jenny Likens. Jest lipiec 1965 roku. Ciało Sylvii zostaje odnalezione w piwnicy, w październiku. Nosi na sobie bardzo liczne ślady siniaków, oparzeń, nacięć, przypaleń papierosami. Resztę opisu obrażeń sobie daruję.
Punktami wspólnymi obu historii jest obłąkana opiekunka, rola jaką odegrały dzieci oraz zmowa milczenia panująca wokół tych wydarzeń. Zakończenia nie są jednak takie same. Chociaż do obu pasuje cytat:
Byli jak kilka różnych gatunków zwierząt w jednym. Istotami rozumnymi, które tylko z pozoru przypominały ludzi, ponieważ nie miały dostępu do ludzkich uczuć.
Dla fanów true crime mogę polecić krótką pozycję Ryana Greena pt. “Mama od tortur”, gdzie cała historia jest szczegółowo opisana. Jednakże wciąż to coś zupełnie innego niż relacja dwunastoletniego chłopca, przedstawiona w książce “Dziewczyna z sąsiedztwa”.
Można tu dorzucić jeszcze dwa tytuły filmów: “Amerykańska zbrodnia” z 2007 roku oraz “ Dziewczyna z sąsiedztwa” z tego samego roku. Pierwszy opiera się na oryginalnej historii, drugi na książce Ketchuma. Nie oglądałam żadnego z nich – po przeczytaniu książki chyba nieprędko się na to zdecyduję.
Czy polecam książkę “Dziewczyna z sąsiedztwa”?
Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony na pewno będę ją pamiętać, a często o to mi właśnie chodzi. Książka jest również ważna, jeśli chodzi o mechanizmy związane z powstawaniem warunków do wzrostu patologii. Wywoływała we mnie silne oraz skrajne emocje, doprowadziła mnie do łez.
Jednocześnie skala przemocy, bestialskiego okrucieństwa oraz obraz wypaczonego moralnie świata sprawiają, że odbiór jest trudny, czasem wręcz bolesny. Ciężko poznawać kolejne sposoby na dręczenie Meg. Czytając miałam wrażenie, że z kartek wylewa się czyste zło, lepkie i brudne. Nie każdy będzie na to gotowy, a w wielu przypadkach lepiej jest sobie zwyczajnie odpuścić, niż brnąć w coś, co nas w pewien sposób negatywnie doświadczy.
To mocna książka, ale nie jestem pewna, czy nie chciałabym bliskich mi osób raczej przed nią uchronić, niż polecać.
Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Autor: Jack Ketchum
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 338
Odpowiednie dla miłośników: horrorów, brutalności, okrucieństwa, rozbudowanej psychologii postaci, małych miasteczek, historii opartych na faktach
Czy przeczytam jeszcze raz? Nie, to zbyt trudne, by do tego wracać


