Uciekinier – seria NPC, czyli Niezgodni, Perfidni, Czepialscy

Uciekinier to książka niecodzienna, napisana w roku 1979, w Polsce publikowana w latach 1992 oraz 1999. Co ciekawe ciężko dostępna do zakupu lub wypożyczenia. Stephen King pisał wtedy pod pseudonimem Richard Bachman, co dodatkowo może pogrążyć poszukującego jej czytelnika, szukającego tego dzieła. 

Minus 100. Początek historii

Ben Richards z Co-op City jest w głębokiej dupie. Naraził się władzom, nie ma jak zarobić pieniędzy na życie, a niedawno urodziła mu się córeczka, która zaczęła chorować. Skąd wziąć na leki? Skąd mieć na jedzenie? Skąd uzbierać przynajmniej tyle, by przeżyć? Koszmarne warunki mieszkalne, brak stałego przychodu oraz pożywienia skłaniają człowieka do ostatecznych decyzji.

Minus 089. Odliczanie trwa

W przypadku Bena, jego żony Sheili oraz córeczki, jedynym ratunkiem w tym dystopijnym świecie jest zaryzykowanie swojego zdrowia, a nawet życia, w grach telewizyjnych. Świat opanowany jest przez dostawcę telewizji Free Vee. Jest darmowa, powszechna oraz otumaniająca masy – doskonała wręcz do sprawowania władzy większej niż rządy narodów. Przy grach można zarobić dużo, ale może to też sporo kosztować. Występując na przykład w karuzeli dolarowej, uczestnik kręcony jest dookoła, chwyta jak największą ilość gotówki, póki nie wysiądzie mu serce. Dobierani to tego ludzie mają jeden wymóg – problemy kardiologiczne. 

Minus 073. Odliczanie Trwa

Richards podczas testów wstępnych daje się poznać jako osoba inteligentna, charyzmatyczna i postawna, z drugiej strony jako uprzedzony do wszystkich, gburowaty dupek, który nie szanuje nikogo ani niczego. Liczy się tylko on oraz jego rodzina. Przez jego brak poszanowania władzy, charyzmatyczne zachowanie jak i parametry fizyczne i umysłowe, zostaje zakwalifikowany do jednej z głównych gier, jak nie największej – Uciekiniera. 

Minus 060. Odliczanie trwa

Zasady są proste – masz miesiąc, podczas którego robisz wszystko, by przeżyć. Za każdą godzinę, na twoje konto wpływa dodatkowa gotówka. Polować będą na ciebie wszyscy – specjalny zespół tropiący, jak i oglądający program cywile, którzy dostaną prowizję za każdą informację dotyczącą uciekającego. W celu przedłużenia poszukiwań i zwiększenia szans, masz 24 godziny bez pościgu oraz wstępną pulę pieniędzy na opłaty i przekupstwa. Jak do tej pory nikt nie dotrwał do końca wyznaczonego czasu, więc czy Richardsowi się uda?

Minus 043. Odliczanie trwa

Nie będę się rozwodził nad przyszłymi przygodami Bena. Wszystko jest cudownie opisane w książce „Uciekinier” i szkoda byłoby psuć zabawę zbyt wielką dozą informacji o jego ucieczce. Zachęcam do samodzielnej lektury. Wykreowany dystopijny świat przyszłości porusza wiele ciekawych zagadnień oraz bolączek cywilizacyjnych. Pokazuje kulisy życia na krawędzi cywilizacji nadzorowanej przez media, gdzie panuje zasada  – kontrolujesz przekaz medialny, kontrolujesz ludzi. Świat jest zanieczyszczony, brudny, podzielony na klasy. Nie ma możliwości przejścia do wyższych grup społecznych, wszystko sterowane jest odgórnie. 

Minus 010. Odliczanie trwa

Warto wspomnieć, że na podstawie książki ” Uciekinier” nakręcony został film w roku 1987 z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. Został on jednak tak zmieniony, że z całej historii pozostały jedynie koncept gry o życie oraz imię głównego bohatera. Wydali również drugą ekranizację, w roku 2025. Z opisu dowiadujemy się, że jest bardziej wierny książce, jednak bez obejrzenia nie sposób wyrazić opinii na jej temat.

Minus 000. Koniec

„Uciekinier” Kinga wywarł na mnie ogromne wrażenie. Świat przesiąknięty zanieczyszczeniami, ludzki bohater posiadający zarówno pozytywne, jak i negatywne cechy. Można go lubić, jak i można za nim nie przepadać. Ma jednak głębię i wyrazistość, co dużo daje dla postaci. Motyw walki o rodzinę z przesiąkniętym korupcją i złem systemem, walki o każdy kolejny dzień, doskonale podkreśla dystopijność oraz upadłość świata. Jak dla mnie to tytuł konieczny do przeczytania. W szczególności, że nie jest długi – akurat na jeden wieczór.

“Uciekinier” to jedna z tych książek, które intrygują od pierwszego akapitu. Od samego początku czujesz, że Co-Op City, gdzie rozgrywa się akcja, nie jest przyjazne oraz nie ma tu ani tęczy, ani tym bardziej jednorożców. Świat jest miejscem pełnym lepkiego brudu, szarości i niekończącej się walki o przetrwanie. Zaraz potem dowiaduję się, że jest nakaz prawny, aby posiadać w domu telewizor. Na samym początku dostajemy zarys dystopijnego świata – intrygującego i kuszącego jednocześnie, czyli to, co tygryski lubią najbardziej. 

Droga pani z telewizji

Koncept świata przedstawionego opiera się na założeniu zniewolenia ludności Co-Op City poprzez Free Vee, czyli jedynie słuszny środek przekazu. W każdym gospodarstwie domowym musi być telewizor, jak pisałam wcześniej. Całe szczęście nie ma jeszcze obowiązku, który nakazywałby, aby był włączony. Władza decyduje, co ma być emitowane, oczywiście tak, by w jak najłatwiejszy sposób sterować tłumem. Przekazywane informacje są, delikatnie mówiąc, nieobiektywne. 

W tym świecie brakuje środków na zaspokojenie podstawowych potrzeb, powietrze jest skażone, a liczne zachorowania dziesiątkują mieszkańców metropolii. Free Vee wie, co zrobić w tej sytuacji i wprowadza swój plan w życie z chirurgiczną precyzją. W telewizji emitują programy, do których zgłosić się może teoretycznie każdy. Spragniona sensacji gawiedź ma co oglądać, a śmiałek może poprawić swoją sytuację ekonomiczną. Wygrana gwarantuje pewną sumę gotówki, o ile tylko dotrwasz w jednym kawałku do końca programu… 

Uciekinier – odliczanie czas zacząć

Jednym z wyżej wspomnianych programów jest właśnie tytułowy “Uciekinier”. Idea widowiska opiera się na tym, żeby jak najdłużej pozostać przy życiu, podczas gdy łowcy będą starali się dopaść uciekającego. Stawka jest naprawdę wysoka, gra trwa całe 30 dni i uczestniczą w niej wyłącznie precyzyjnie i surowo wyselekcjonowani kandydaci. Muszą oni przejść szereg szczegółowych testów. 

Jednym z zakwalifikowanych do “Uciekiniera” okazuje się Ben Richards. W gruncie rzeczy to młody człowiek, którego motywacja jest od początku bardzo oczywista – udział w programie ma mu zagwarantować gotówkę niezbędną w leczeniu jego małej córeczki. 

Natomiast, czego chce system? Wystarczy przeczytać poniższy cytat, by znać odpowiedź:

– Ten program to jedyna możliwość dla Sieci pozbycia się pasożytów społecznych, takich, jak nie przymierzając pan, panie Richards. Program idzie nieprzerwanie przez sześć lat. Do dzisiejszego dnia nikt z jego uczestników nie pozostał przy życiu. Prawdę mówiąc, wcale nie chcemy, by stało się inaczej. 

Run, run, run away, babe 

Czytelnik od pierwszych chwil spędzonych z książką ma wrażenie, jakby sam uczestniczył w grze. King zastosował tu pewien zabieg stylistyczny – każdy kolejny rozdział rozpoczyna się liczbą od 100 do 0 i dopiskiem “odliczanie trwa” wielkimi literami. W moim odczuciu to podnosi napięcie. Kiedy poznajemy Bena, licznik wskazuje sto. 

Po przejściu szczegółowej selekcji, rozpoczyna się gra o wielką stawkę. Ben robi wszystko, by jak najdłużej pozostać w ukryciu, podczas gdy łowcy robią wszystko, by go dopaść. W tej książce, jak w dobrym filmie akcji z lat dziewięćdziesiątych, nie ma nudy, cały czas coś się dzieje. Jest mylenie tropów, współpraca z “podziemiem”, spektakularne ucieczki, wybuchy i strzelaniny. To nie jest slow burn, a czytelnik dostaje tu kawę na ławę. Opisy są tu ograniczone do niezbędnego minimum, a w zamian dostajemy skupienie na działaniach głównego bohatera. 

Chociaż narracja jest to trzecioosobowa to śledzimy głównie poczynania Bena, a nie jego uczucia czy przemyślenia. Nie ma też zbyt wielu informacji o poczynaniach łowców. Czytelnik musi samodzielnie podjąć trud interpretacji działań bohatera. Zadanie to wcale nie jest takie łatwe jak mogłoby się to wydawać na początku. 

Czerń i biel tworzą razem szarość

King stworzył bohatera, który od samego początku budzi kontrowersje. Z jednej strony przyświecają mu szlachetne pobudki, czyli opieka nad rodziną, a z drugiej no cóż… Ben decyduje się na udział w jednym z programów, chociaż dokładnie wie, jak to się prawdopodobnie dla niego skończy. Z pewnością pragnie zaopiekować się swoją rodziną, ale mam wrażenie, że to nie jedyny powód. Może to podświadome dążenie do samounicestwienia?

Problem polega na tym, że Richards jest inteligentnym gościem. Dokładnie zdaje sobie sprawę, w jakim położeniu znalazła się jego rodzina, z podejrzliwością patrzy na poczynania Free Vee, jakby przeczuwał wszechobecną manipulację oraz ogólnie wydaje mi się, iż widzi więcej niż przeciętny Kowalski. Czytelnik często oczekuje od takiego bohatera szlachetności, dobroci, wiary w lepsze jutro, czyli wszystkich tych ideałów, których nie włożysz jednak do miski. 

Natomiast Ben jest cyniczny, wydaje się tak samo szary, jak miasto, gdzie mieszka. Nie mogę powiedzieć, że wiele w nim światła i nadziei na przyszłość. Za to pachnie od niego desperacją, poczuciem krzywdy i odrobiną bezradności.

Nigdy nie był społecznikiem. Patrzył na te sprawy z pogardą i zdegustowaniem. Społeczników postrzegał jako naiwnych frajerów, którzy mają za dużo wolnego czasu i pieniędzy.

Tacy bohaterowie bywają niewygodni, bo nie spełniają oczekiwań – to raz. Dwa, trudno ich tak automatycznie i w łatwy sposób zaszufladkować, a mózg tego nie lubi, bo woli iść na łatwiznę.  

Richards ma swój cel i do niego dąży. Nie ogląda się za siebie i nie ma żadnych skrupułów, nie boi się krzywdzić i zadawać ból, byle tylko zrealizować swój plan. Dodatkowo jest pełen pogardy wobec innych ludzi, a to mu również nie przysparza zwolenników.  

– Nie ufa pan ludziom, co?
– Owszem – rzekł Richards, uśmiechając się.
– To wy mnie tego nauczyliście. Nauczyło mnie tego życie (…).

King bardzo dobrze, moim zdaniem, wykreował tu bohatera, który jest na krawędzi. Czasami wręcz czuje się postępujące szaleństwo i paranoję. Jeśli zbierzemy to wszystko razem to dostajemy moralnie szarą postać. Doskonale rozumiem, że można go lubić i mu kibicować albo wręcz przeciwnie.  

Świat przyszłości jest już dziś

Akcja książki “Uciekinier” toczy się w 2025 roku, czyli na moment powstawania książki, w przyszłości. King po raz kolejny udowadnia, że jest całkiem dobrym obserwatorem rzeczywistości. Zauważa popularność telewizji oraz to, ile czasu ludzi poświęcają na bierne przyswajanie treści. Następnie zadaje pytanie, co by było gdyby? i rozwija odpowiedź. 

Czy przewidywania wobec przyszłości się potwierdziły? Wydaje mi się, że częściowo tak. Nie mamy co prawda latających samochodów, miniaturyzacja również poszła niebywale do przodu, telewizja raczej odchodzi delikatnie do lamusa. A jednak mamy reality show, gdzie ludzie robią bardzo różne rzeczy za pieniądze. Każdy z nas ma telefon komórkowy z dostępem do internetu, gdzie zalewają nas setki informacji i ciężko czasem orzec, co jest prawdą, a co manipulacją. Jednocześnie nie możemy się od tego oderwać, godzinami wgapiając się w kolejne treści migające przed oczami w pogoni za tanią sensacją. Czy różnimy się więc tak mocno? 

Lekka dystopia

Chociaż mamy tu do czynienia z wykreowanym światem przyszłości to mało jest tu science fiction. Zaledwie niektóre elementy świata różnią się od tego, co znamy obecnie. Dzięki temu oraz pędzącej do przodu akcji, cała lektura jest raczej lekka niż skłaniająca do głębszych przemyśleń. Chociaż jeśli ktoś chce, to się da.

Mamy tu dokładnie sto rozdziałów, a niektóre z nich są bardzo krótkie. Autor napisał całość prostym i zrozumiałym językiem. Opisy są maksymalnie ograniczone. Praktycznie nie ma żadnych wątków pobocznych. Te wszystkie czynniki sprawiają, że znów zaklasyfikowała bym ją jako lekturę na jeden wieczór oraz coś, co nie jest wybitnie angażujące. 

Uciekinier – zgrzyt lub dwa

Tę historię można by było spokojnie wydłużyć. Jestem fanką powolnie budowanego napięcia i odrobinę mi tu tego brakowało. Kiedy Ben ukrywa się w hotelu, był idealny moment na to by na przykład pokazać, co w tym czasie robią łowcy, jak się zbliżają do budynku, jak planują zasadzkę i tak dalej. To mogłoby zbudować to napięcie. Podobnie, gdy Richards trafia do domu, gdzie drzwi otwiera mu starsza pani – tam można było świetnie pokazać jej narastający lęk, czy też paranoję. 

Mam też wrażenie, że coś nie gra z chronologią wydarzeń, jeśli chodzi o małżeństwo Bena. 

Jeśli zaś chodzi o samą dystopię, to mało tu świata przedstawionego. Wolałabym, żeby było go więcej oraz aby był lepiej opisany. Obecnie czuję niedosyt. Niektóre wątki zostały tylko wspomniane, zamiast wyjaśnione. Chociaż z drugiej strony, może to i lepiej, bo zostawia duże pole do interpretacji?

Warto wspomnieć

Książka jest raczej słabo dostępna – nie mieli jej do wypożyczenia w większości bibliotek w moim pięknym mieście. Podobnie rzecz miała się z antykwariatami – pustki. Nawet książkowy gigant zawiódł, oferując tytuł jedynie w sprzedaży on-line. Biorąc pod uwagę popularność Kinga, odrobinę zadziwia mnie ten stan rzeczy.

Na podstawie książki “Uciekinier” nakręcono dwa filmy. Jeden pochodzi z lat osiemdziesiątych i główną rolę gra tam Arnold Schwarzenegger. Ben Richards nie jest tam inteligentnym, ale cynicznym gościem, ale wykreowano go na bohatera pokrzywdzonego przez system. Podobnie przebudowano same zasady gry w Uciekiniera, zostawiając z tego jedynie namiastkę. Wprowadzone zmiany całkowicie zmieniały założenia oryginalnej historii, co sprawiło, że nie dałam rady tego oglądać. Szkoda było po prostu mojego czasu. Druga adaptacja pochodzi z 2025 roku i sądząc po opisie, przynajmniej treść z grubsza się zgadza. Nie będę go jednak oceniała, ponieważ nie miałam jeszcze okazji by go obejrzeć. 

Jeśla zaś chodzi o zakończenie – z jednej strony wiadomo, że z systemem nie można wygrać, więc czytelnik od początku przewiduje, co się potencjalnie może stać. Jednocześnie, rozwiązanie akcji jest wymyślone w taki sposób, że nie jest nudne. Spodziewamy się CO będzie, ale tego JAK do tego dojdzie, nie da się tak łatwo ogarnąć.

Uciekinier, czy warto biec razem z nim

Postaram się streszczać. Książka nie nudzi, sporo się dzieje, bohater jest prawdopodobny, a nie wyidealizowany, moralnie szary oraz można zatrzymać się na chwilę rozważając kondycję obecnego świata. Jednym słowem – daj szansę tej książce.

Ps. Już kiedyś pisaliśmy o książce Kinga. Tu jest tekst o Carrie

Przewijanie do góry