Z serii gier na Switcha – Hexceed

Ostatnio przyjrzałem się dosyć niepozornemu tytułowi na konsolę Nintendo. Wypuszczony przez ToastieLabs Hexceed opiera się na ciekawym koncepcie, mianowicie dajmy graczowi przetestować grę za darmo. Jeżeli się spodoba, resztę będzie mógł dokupić w DLC. O ile przy grze z historią, wbijaniem poziomów lub eksploracją taki zabieg może być uważany za nadużywanie cierpliwości graczy, w tym wypadku sprawdza się doskonale.

O czym w ogóle jest ta gra?

Hexceed należy do gatunku gier logicznych – mamy tutaj planszę pełną heksagonów (ciekawe skąd tytuł :P), które po kolei odkrywamy, mając nadzieję na znalezienie i rozbrojenie pól z minami. Przypomina to trochę sapera, ale rozwija koncept i różni się podejściem do gracza. Jeden błąd nie przekreśla szansy na zwycięstwo. Niemożliwe jest wręcz przegrać – w momencie trafienia w bombę nasz licznik nieodkrytych przeszkadzajek zaczyna migać czerwienią. Jeśli w kilku następnych ruchach nie popełnimy błędu, licznik wraca do stanu normalnego, w przeciwnym wypadku… Zostaje zabrany nam część postępu w odkrywaniu pól. Ostatnie wybory zostają wycofane i ponownie musimy podejmować decyzje typu „czy tutaj jest pusto”.

Prosty koncept, ale czy wciąga?

Rozgrywka jest prosta, plansze zawierają od kilkunastu do około czterdziestu pól min do odnalezienia, zginąć się nie da… Można sobie zadać pytanie, czy gra w ogóle sprawia frajdę. W moim przypadku była to cudowna odskocznia od dużych produkcji na rzecz pięciu minut z konsolą, w czasie np. przed wyjściem, gdzie masz chwilę, ale za to mocno ograniczoną czasowo. Często wracałem do Hexceed, kiedy mnogość tytułów nie pozwalała mi na jednoznaczny wybór. A, zagram jedną planszę i zaraz przesiądę się na coś konkretniejszego. Ale po pierwszej następowała druga, po drugiej kolejna… i uzmysławiałem sobie, że wciągnęła mnie na dłużej. 

Ulepszenia i bonusy rozgrywki

Prosty koncept gry nie pozwala na zastosowanie wymyślnego systemu ulepszeń lub odblokowań. Możemy jedynie umilić i utrudnić sobie życie przez ustawienia w opcjach. Dzięki trybowi hardcore rozgrywka nabiera pikanterii. Każdy nasz błąd będzie miał srogie konsekwencje, a znowu dzięki zaznaczeniu grafik sezonowych, zobaczymy kolorystyki plansz dopasowane do panujących pór roku i innych wydarzeń, takich jak Halloween lub Boże Narodzenie. Mimo prostoty, widać w niej zamiar sprawienia radości odbiorcy, czy to przez elementy graficzne, czy przez poziom rozgrywki dla bardziej zaawansowanych. 

Czy na długo?

Switch pozwala na podejrzenie, ile czasu gracz poświęcił danemu tytułowi. W momencie pisania artykułu Nintendo oceniło moją przygodę z Hexceed na 15 godzin, a muszę przyznać, że z pięciu dostępnych światów udało mi się przejść trzy (z czego dwa były dosyć małe). Mimo darmowego trybu, producent dał naprawdę ogromną ilość plansz mogącą skutkować wieloma godzinami spędzonymi z konsolą w rękach. Trzeba jednak przyznać, że powtarzalność rozgrywki skłania do krótkich sesji z grą, a nie dłuższego posiedzenia. 

Wszystko pięknie, a czy są minusy?

Hexceed oceniany jest bardzo pozytywnie, zarówno na Steamie, jak i Switchu, ale podczas rozgrywki kilka rzeczy może wpłynąć negatywnie na odczucia towarzyszące graczowi. W szczególności w pierwszych chwilach, grając na konsoli sterowanie nie jest do końca intuicyjne. Zostajemy wrzuceni na planszę z informacją w stylu „zaznaczaj – A to puste pole, B to bomba”. Mi dopiero po kilkunastu (jak nie lepiej) planszach, przez czysty przypadek, udało się wyklikać, że za pomocą przycisków L, R, ZL i ZR można sterować przybliżeniem na planszy, a przycisk X na polu z cyfrą odsłania wszystkie sąsiadujące pola, o ile nie ma tam żadnych min. 

Jeżeli miałbym podpowiedzieć – wersja na Switcha sterowana jest za pomocą grzybka lub strzałek. Sporadycznie zdarza się, że kursor powędruje w niepożądaną stronę i przypadkowo klikniesz w minę. Sterowanie myszką będzie o wiele stabilniejsze i szybsze, w moim przypadku jednak chodziło o mobilność, więc zostałem przy konsoli. 

W moim przypadku frustrujące były również sytuacje niejednoznaczne. Sporadycznie, ale zdarzały się chwile, gdzie jak nic widać dwa miejsca do odsłonięcia, z czego na jednym jest mina. I nie ma żadnych przesłanek, na którym mogłaby ona być. O ile w normalnym poziomie trudności nie stanowi to większego problemu – strzał i jak nie trafiłem to będzie to ten drugi (najwyżej kawałek mnie cofnie), o tyle w trybie hardcore już nie widzę miejsca na plansze, gdzie dochodzi do takich sytuacji.

Więc, jaki jest werdykt?

Każdy gracz sam najlepiej wie, czy dany gatunek mu podpasuje. Ja ze swojej strony mogę stwierdzić, że dzieło ToastieLabs warte jest zapoznania, w szczególności, że nic nie kosztuje. Sam spędziłem z tytułem sporo miłych chwil (i kilka z podniesionym ciśnieniem) i zamierzam, jak skończę z darmowymi światami, wspomóc wydawcę za pomocą kupienia paczki kolejnych plansz.

Dla zainteresowanych, strony sklepów z Hexceed:

Switch – link

Steam – link

Ocena końcowa: 4,25/5

Plusy

  • Tytuł na wolną chwilę
  • Przystępny
  • Podstawa do sprawdzenia za darmo
  • Tryb Hardcore dla zaawansowanych graczy
  • Spokojna muzyka i estetyka tytułu

Minusy

  • Zdarzające się niejednoznaczności
  • Powtarzalna
  • Sterowanie w wersji na konsolę
Przewijanie do góry