Książka “Inspektrium” Marka Zychli zachęca nas postapokaliptycznym światem. Najważniejsza zasada: milczenie jest złotem, mowa błotem. Dzieje się tak, ponieważ mieszkańcy miasteczka wystrzegają się mitycznych kul, reagujących na dźwięk stanowiących śmiertelne zagrożenie. Historię obserwujemy z perspektywy 16 letnich bohaterów. W noc po zakończeniu szkoły trafią do piwnicy – ma ona ukształtować ich charakter, aby mogli wziąć udział w wojnie. Żadne z nich się nie spodziewa, co tam zastanie. Na nowych rekrutów czeka Inspektorium – sadystyczny i bezwzględny strażnik, z którym nie da się dyskutować, a mimo wszystko dba o swoich podopiecznych, bardziej niż o samego siebie.
Akt 1: Piwnica
“Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia…”* Cytat znany większości osób choć trochę lubujących się w klimatach postapo. W książce “Inspektorium” również mamy wojnę. Przeciwnik nie jest znany przez długi czas. Tak samo, jak to, jakimi środkami społeczeństwo dąży do celu. Tu muszę przyznać autorowi, że zaskoczył mnie swoim pomysłem, kim tak naprawdę są ludzie w tej społeczności. Powiem, że ten zabieg przypadł mi do gustu. Pomimo, iż ten motyw był już wykorzystany na setki sposobów, w książce zdaje egzamin. Tak samo jak wyjaśnienie, po co są piwnice, ich warunki, usytuowanie oraz Inspektorium – jego podejście do dzieci, upór i można powiedzieć sadystyczne zachowanie. Wszystko wzięte razem, tworzy dobrze grający utwór. Ale…
Akt 2: Kim jest przeciwnik?
Kolejna część książki ukazuje nam wydarzenia, które dzieją się po piwnicy. Szczęśliwcy, którzy dali radę się z niej wyrwać, mogą przystąpić do szkolenia. Dowiedzieć się więcej o świecie i przeciwniku, z którym przyjdzie im walczyć. Tu następuje w mojej ocenie pierwszy zgrzyt. Bywali różni przeciwnicy, ale tego, co zaserwował nam Marek Zychla, zupełnie się nie spodziewałem. Z natury zwykle jestem mało otwarty na nowości i niestety, tutaj też mi to trochę nie podeszło. Jednak myślę sobie, na ten moment historia ciekawie się toczy, daję książce szansę. Jednak…
Akt 3: Say what?
Dochodzimy powoli do punktu kulminacyjnego. Akcja się zagęszcza. Bohaterowie są spięci, nie wiedzą, co myśleć, jak dalej się zachowywać. W tym momencie oglądają film. Ma on pokazać, jak wyglądają walki z przeciwnikiem. Dowiadujemy się wraz z dziećmi, że to, co do tej pory wiedzieliśmy, nie oddaje w pełni charakteru wojny. Wróg jest zupełnie inny, niż myśleliśmy, co stawia bohaterów w zupełnie innych realiach. Wkrada się smutek i zrezygnowanie. Biorąc pod uwagę, co wiemy, kolejne informacje spadają na nas, jak kowadło na kojota w bajce o strusiu pędziwiatrze. Jestem już na skraju i mam ochotę odłożyć lekturę, aby dokończyć kiedy indziej, ale przecież zostało tak niewiele stron…
Akt 4: Dla mnie już za dużo
Pod koniec książki “Inspektorium” następuje w miarę pełne wyjaśnienie sytuacji -im są bohaterowie, przeciwnik i jakie łączą ich relacje. Muszę przyznać, że ta koncepcja w tym momencie sprawiła, że czułem się jak na stoku – zjeżdżając w dół na starym zderzaku samochodowym, zamiast na sankach. Niby fajnie, ale dupa boli i cały się poobijałem. Nie trafia do mnie to, jak autor rozwiązał te kwestie. Niestety nie zachęcają do kontynuowania historii w kolejnych tomach. Poziom absurdu wyskoczył poza skalę. Rozumiem jednak, że taki świat może się podobać, ale w mojej ocenie został przekombinowany.
Insprektorium – obraz całości
Napisana dość prostym językiem, zdania nie są długie i wielokrotnie złożone, więc całkiem szybko i sprawnie się czyta.
Jeżeli chodzi o bohaterów, to niestety, żaden nie zapadł mi w pamięć na tyle, abym zdobył do niego, czy niej sympatię. Są raczej płascy, z prostymi marzeniami i potrzebami. Często nawet głupi w swoich zachowaniach, co niejednokrotnie irytowało mnie podczas czytania. Czasami sam miałem ochotę wyręczyć Inspektorium w jego pracy. Później wcale nie zrobiło się lepiej, bo pomimo wiedzy, jaką zdobyli, zachowali swój buntowniczy charakter.
Jako że świat postapo, w różnych wariantach, nie jest mi obcy, bardzo chętnie sięgnąłem po tą pozycję. Zawiodłem się jednak. To prawda, że książka odbiega od standardowych rozwiązań, ale w mojej ocenie, to co zaprezentował nam autor, zwyczajnie się nie klei. Ciężko opisać, o co chodzi, nie zdradzając niczego z fabuły, ale uważam, że taki scenariusz jest bardzo abstrakcyjny – może właśnie o to chodziło?
Podsumowanie
“Inspektorium” jest ciekwą pozycją, z nową koncepcją na wojnę w przyszłym, postapokaliptycznym świecie. Akcja jest dobrze rozplanowana, na początku spokojna, dawkowana, stopniowa. Informacje są szczątkowe, a bohaterowie lekko głupi. Później następuje przyśpieszenie, co pozwala utrzymać uwagę. Następuje zalew informacji, o świecie, ludziach, wojnie. Dowiadujemy się o tym, jak doszło do “końca świata”, kto teraz rządzi, dlaczego ludzkość musi żyć w taki, a nie inny sposób.
Polecam “Inspektorium” osobom lubiącym postapo w luźniejszym klimacie, dla młodzieży, która ma ochotę zagłębić się w ten świat w lekko odmienionej formie oraz każdemu, kto lubi zabawę światem przyszłości.
*Cytat pochodzi z gry komputerowej Fallout
Tytuł: Inspektorium
Autor: Marek Zychla
Wydawnictwo: Mięta
Rok wydania: 2025
Ilość stron: 316
Odpowiednie dla miłośników: literatury lekkiej, nieszablonowej fabuły, postapo z twistem
Czy przeczytam jeszcze raz? Nie, nie zachwyciło

