Bez zbędnej gadaniny lecimy z kolejną listą filmów, które polecam na wakacje. Przygotujcie torebki na wymioty, wygodne fotele i wentylatory, zaczynamy.
Wzgórza mają oczy (The Hills Have Eyes, 2006) – Dlaczego nie pytam nieznajomych o drogę?

Rodzinka Carterów w siedmioosobowym składzie, z dwoma psami wybrała się na wycieczkę do Kalifornii, aby uczcić 25 rocznicę ślubu najstarszych członków. Przemierzają właśnie Nowy Meksyk. Zatrzymują się na stacji benzynowej pośrodku niczego i, przyjmując radę od gościa, którego powinni potraktować gazem pieprzowym, postanawiają skrócić swoją trasę, według jego wskazań. Samotnie porzucony drut kolczasty całkowicie zmienia ich plany. O mało nie kończą swojego żywota, już na początku filmu. Orientują się, że aktualnie przebywają w pobliżu miejsca, gdzie testowano bomby atomowe, a dumni górnicy, którzy nie opuścili swoich domów na czas badań, przerzucili się z warzywek na coś bardziej białkowego. Źle to wróży naszym bohaterom.
Fabuła niezbyt skomplikowana, lekko kiczowata, pomimo tego ogląda się go bardzo przyjemnie jak na tak skonstruowaną historię. Sami bohaterowie nie grzeszą inteligencją, ale bez tego nie mielibyśmy tylu trupów, a przecież o to w takich filmach chodzi. Jednakże zachowania postaci potrafią człowieka zdenerwować. Bezsensowne rzucanie się w pogoń za uciekającym psem, nieinformowanie członków rodziny o tym, że znalazło się go w kawałkach, gdzie przed chwilą jeszcze szczekał. Tak, to nie jest ani trochę podejrzane. Całości obrazu dopełniają osoby samych mutantów popromiennych. Czemu zostali, chociaż wiadomo było, że przeprowadzane testy nie będą bezpieczne? Duma, upór, głupota? Ciężko określić. To jak traktują “mięso”, wszędzie brud, smród i walające się części ciał oraz ich zdezorganizowanie, ich polowania są chaotyczne, pozbawione finezji – dopaść, ukatrupić, zjeść.
“Wzgórza mają oczy”, to typowa rzeźnia z kanibalizmem. Nie uświadczymy tu głębi historii. Ot, są sobie ludzie – wystawieni na działanie opadu radioaktywnego, zmieniona fizjonomia ciała, na pewno też coś się poprzestawiało w głowach. Bohaterowie robią to, co do nich należy, czyli dają się zwabić w pułapkę. Koniec końców, ktoś odkrywa w sobie pokłady heroizmu i część się ratuje. Jednak muszę przyznać, że efekty gore są dobrze wykonane, dostatecznie obrzydliwe. Film dobry do obejrzenia, kiedy mamy ochotę pominąć obiad. Można go już uznać za klasyk. Polecam osobom lubującym się w klimacie rzeźni z twistem.
Ode mnie 6/10
Droga bez powrotu (Wrong Turn, 2003) – Po co wynaleziono google maps?

Lekarz Chris Flynn (Desmond Harrington) śpieszy się na ważne spotkanie. Na jego drodze staje ogromny korek,gwarantujący spóźnienie. Przypomina sobie o stacji benzynowej, którą mijał wcześniej. Cofa się do niej, aby poradzić się urzędującego tam sprzedawcę w sprawie alternatywnej trasy. Prawdopodobnie casting wygrał brat aktora, którego wybrali do tej samej roli w poprzednim filmie – identyczna aparycja i vibe. Sama stacja też widziała lepsze dni, jakieś 20 do 30 lat wcześniej. Jednak los uśmiecha się do Chrisa, na ścianie wisi mapa, a na niej trasa, która prowadzi przez las i omija korek. Flynn bez wahania odjeżdża zgodnie ze wskazówkami. Gapiąc się w telefon w poszukiwaniu zasięgu, nie zauważa innego samochodu, który stoi uszkodzony na środku drogi. Uderza w niego z impetem, skutecznie uniemożliwiając sobie oraz innym dalszą jazdę. Okazuje się, że w sklepie rekwizytów filmowych była promocja na drut kolczasty, gdyż drugi pojazd, również został przez niego uszkodzony. Chcąc nie chcąc, łączy siły z grupą, która nim podróżowała i razem ruszają szukać pomocy. Niestety to okazuje się być zadaniem prawie niewykonalnym…
Ponownie spotykamy się z tematyką mutantów z apetytem na ludzinę. Tym razem ich defekt bierze się z wieloletnich kazirodczych związków, chodź to dziwne, bo mało u nich kobiet, gdyż w czasie filmu nie widziałem ani jednej. udoskonalili oni sposoby polowań na ludzi. Pomysł na historię całkiem niezły, nawet względnie możliwy do wystąpienia.
Znów mamy do czynienia z “inteligencją” głównych postaci. Znaliśmy domek w sercu lasu, dookoła jest mnóstwo uszkodzonych aut, więc wejdźmy do środka, skoro nikt nie odpowiada. Na pewno nam pomogą. I tu spojler – pomogli, ale pożegnać się ze światem.
Pomijając ten fakt, cały film jest dobrze nakręcony, atakujący są obrzydliwi, jak również ich zachowania oraz to, co robią z już upolowaną zwierzyną. Niektóre sceny były trochę przekolorowane, ale w końcu to slasher. Tu ma się lać krew i dokładnie to dostajemy.
“Droga bez powrotu” to lekki film, nie pod względem obrzydliwości -tego jest w sam raz, ale dlatego, że nie musimy za dużo główkować nad sensem. Możemy po prostu skupić się na ocenianiu, kto ma szansę dotrwać do końca, a czasem się skrzywić na widok wszechobecnego mięsa w spiżarni lub popukać w czoło i skomentować zachowania postaci.
Najbardziej denerwuje mnie w tym filmie główny bohater i jego wyraz twarzy. Rozumiem, że ten aktor często tak ma, ale mieć polski uśmiech przez większość filmu to już przesada. Kompletny brak emocji.
Ponownie polecam osobom z mocnym żołądkiem, lubujących się w klimacie kanibalizmu i gore.
Ode mnie 6/10
Eksperyment Belko (The Belko Experiment, 2016) – Kiedy iść na chorobowe?

W firmie Belko znajdującej się w Bogocie, rozpoczyna się normalny dzień pracy. Jednak nie wszystko jest takie, jakie być powinno. Uzbrojeni strażnicy sprawdzają wjeżdżające auta, lokalni pracownicy są odsyłani do domów. Ludzie zastanawiają się, o co może chodzić. Gdy do pracy dociera 80-ta osoba, cały budynek zostaje odizolowany, a z głośników odzywa się głos, każący zabić dwie osoby w określonym czasie. Początkowo pracownicy nie biorą tego na poważnie. Dopiero, gdy mija wyznaczony termin i giną cztery osoby, pozostali wiedzą, że to nie są żarty. A głos żąda coraz więcej ofiar.
“Eksperyment Belko” nie jest typowym slasherem, klasyfikowany jest jako thriller psychologiczny, ale ze względu na ilość trupów postanowiłem go umieścić na tej liście.
Genialnie skonstruowana fabuła ukazuje prawdziwe oblicze ludzi w kryzysowej sytuacji. Doświadczamy całkowitej walki o przetrwanie – ja albo oni. Wspaniale obserwować, jak w jednej chwili mili i lubiący się koledzy i koleżanki z pracy, zmieniają się w maszyny do zabijania. Racjonalne argumenty przestają mieć znaczenie. Każdy liczy, że mu się uda. Próby zachowania człowieczeństwa przez małą grupkę ludzi spełzają na niczym.
Akcja filmu jest ciężka, dużo się dzieje w krótkim czasie. Bardzo dobrze oddana jest atmosfera zamkniętej przestrzeni. Masz poczucie, że nieważne, gdzie się schowasz i tak nie masz szans. Musisz walczyć lub zginąć.
Realnie oddano również sposób kontroli nad pracownikami – wszczepiono im implanty do głowy, rzekomo w celu lokalizacji, gdyż w Bogocie często porywa się amerykanów. Gdy okazuje się, czym naprawdę są te urządzenia, rozpętuje się piekło. Sceny są dobrze nakręcone, brutalne i wiarygodne.
Polecam osobom lubiącym gry psychologiczne, walkę o przetrwanie i zaskakujący koniec.
Ode mnie 9/10
Ulice strachu część 1: 1994 (Fear Street – part 1, 2021) – Czy już czas na przeprowadzkę?

Witajcie w Shadyside – najbardziej morderczym miasteczku w USA. To tutaj od lat dochodzi do wielokrotnych zabójstw dokonywanych przez zwykłych obywateli, którzy w pewnym momencie po prostu pękli. Ale, czy to naprawdę wszystko? To tylko załamanie psychiczne? Niektórzy wierzą, że to wiedźma, powieszona 300 lat wcześniej wraca, aby mścić się na mieszkańcach za to, co jej zrobili. Grupa przyjaciół postanawia zbadać dogłębnie ten temat.
Film ten rozpoczyna serię trzech kolejnych historii, które razem tworzą całą opowieść. Oglądamy je, stopniowo odkrywając, kto lub co stoi za tymi morderstwami i jaka jest prawdziwa historia miasteczka Shadyside. Ta konwencja jest w mojej ocenie bardzo ciekawa. Dostajemy dozę grozy, szlachtowania postaci, a do tego spójną i bardzo ciekawą opowieść o zawiści ludzkiej. Nie zabrakło również elementów humorystycznych. Widać, że twórcy kierowali swoją produkcję raczej do młodszego dorosłego. Jednak mi oglądało się go bardzo przyjemnie, z chęcią poznawałem całą opowieść. Najlepsze jest to, że wszystko tu trzymało się kupy, co jednak nie jest łatwe do osiągnięcia, jeśli rozciągamy opowieść.
Zobaczymy tu standardowe, slasherowe sceny uśmiercania mniej istotnych postaci, jednak autorzy postarali się i bohaterowie nie są płascy, a nawet mają w sobie to coś. Niektórych było mi autentycznie szkoda. Im dalej, tym sceny robią się coraz mroczniejsze, odczułem nawet odrobinę grozy, a żonie udało się parę razy podskoczyć ze strachu. Polecam osobom lubiącym trochę bardziej skomplikowaną historię oraz tym, dla których trup musi się ścielić gęsto.
Ode mnie 9/10
Noc dziękczynienia (Thanksgiving, 2023) – Dlaczego nie lubię Black Friday?

Jakie są promocje każdy widzi. U nas to dupa, a nie promocje, ale w USA… tam wyprzedaż bywa zabójcza i to dosłownie. Miasto Plymouth obchodzi Black Friday w święto dziękczynienia. Właściciel jednego ze sklepów postanawia go otworzyć pomimo zastrzeżeń ze strony wielu osób. Licha ochrona, gęsty tłum i kilka rzeczy za darmo – co może pójść źle? Otóż wszystko. Ludzie wpadają do sklepu, tratują się nawzajem, kilka osób ginie, a film,nagrany przez jednego z przebywających w środku chłopaków, trafia do sieci. W kolejnym roku, w rocznicę masakry, pojawia się zamaskowany zabójca przebrany za Johna Carvera, który mści się na osobach winnych zeszłorocznej tragedii.
Klasyczny slasher – mamy mordercę z misją ukarania winnych. Po kolei giną osoby, które przyczyniły się do wydarzeń w sklepie. Napastnik w przebiegły sposób doprowadza swoje ofiary do nieuchronnego końca, jednocześnie publikując swoje poczynania w internecie. Policja jest bezradna, nie są w stanie odkryć, kto skrywa się pod maską. Grupka młodych osób stara się chronić przed zabójcą i dowiedzieć kim jest i dlaczego na nich poluje.
Film odnalazłem przypadkiem, jako coś lżejszego, jednak po seansie byłem pozytywnie zaskoczony. Całość trzymała się kupy, historia była dobrze opowiedziana, miała sens. Oczywiście samo zakończenie też trochę wbija w fotel. Sceny nakręcono dobrze, odczuwałem dozę suspensu, chociaż wiadomo było, na kogo poluje morderca.
“Noc Dziękczynienia” polecam osobom lubiącym pogoń mordercy za ofiarą, spójną fabułę i twist na koniec.
Ode mnie 7/10
Podsumowanie
Oto moja lista slasherów idealnych na gorące, letnie wieczory. Część wymaga trochę skupienia, inne zaś są lżejsze, niekoniecznie dla żołądka, ale cóż. Pamiętajcie tylko, żeby zamykać okna na noc – nie wiadomo, czy ktoś nie ma was na swojej liście.
A w kolejnym odcinku, rozważymy wspólnie, czy warto wysłać dzieci na letni obóz.
Jeżeli nie widziałeś poprzedniej listy kliknij w link
https://rozrywkapogodzinach.pl/groza-letnia-pora-czyli-horror-na-wakacje/


