Wehikuł czasu H. Wellsa – trzy perspektywy

Wehikuł czasu jest klasyką Sci-fi. To od niej zaczęły się marzenia o podróżach w czasie na szeroką salę. Nasza trzyosobowa grupa uznała ją za książkę miesiąca i postanowiła ją przeczytać. Swoimi przemyśleniami dzielimy się poniżej. Miłej lektury!

Uwielbiam, kiedy sięgam po książkę napisaną ponad sto lat temu i to gra. W dzisiejszych czasach powstaje tyle pozycji dobrych i złych. Ciężko nadążyć i połapać się w tym wszystkim. Jednak dziś nie o tym.

Wehikuł Czasu – Herberta Wellsa pierwszy raz wydana została w roku 1895 i, powiedzmy sobie szczerze, jak na standardy wiedzy z tamtego okresu, jest stworzona bardzo dobrze. Nie mamy tutaj masy wybuchów, zmieniania przeszłości, paradoksów i ogólnie wszystkiego tego, czym dziś by nas uraczono. Wydaje mi się, że teraz ma być szybko, dużo i ogólnie stymulująco. Tutaj za to skupiamy się na odkrywaniu i próbach zrozumienia świata przyszłości.

Jest to ciekawa historia wynalazcy z pasją do nauki i zapałem odkrywania. Wyrusza w podróż w przyszłość, aby odnaleźć wiedzę, którą będzie mógł zabrać ze sobą do swoich czasów. Poszukuje informacji, być może, wspomagających rozwój. Chętnie też dzieli się z przyjaciółmi swoim pomysłem i przemyśleniami, a nie chowa się niczym złoczyńca nie dający nikomu dostępu. Jest otwarty na wrażenia innych osób. Opowiada o wszystkim, czego doświadczył.

Po uruchomieniu maszyny, najpierw stopniowo przyspiesza, by następnie gonić w przyszłość. Bohater zastaje świat zupełnie odmienny. Ciekawe jest to, że jego postawa jest cały czas naukowa. Jak sam stwierdza, nie w głowie mu romanse w przyszłości. Chce się nauczyć języka, poznać zwyczaje i dowiedzieć się, co stało się z ludzkością. Nie wspomniałem, że dociera do roku 802 701. Nasza cywilizacja jest już pozamiatana. Krok po kroku śledzimy, co nasz Podróżnik odkrywa, bazując na swojej wiedzy naukowej. Po tych wydarzeniach wraca do przyjaciół i zdaje relację z podróży. 

Literatura napisana tak dawno, ma inne tempo narracji, takie trochę żółwia na lekach uspokajających. Jednak w dzisiejszych czasach pędu i pośpiechu, dobrze jest czasem sięgnąć po coś spokojnego, takiego co pozwoli złapać oddech i zastanowić się chwilę. Co ciekawe Wells jest prekursorem książek fantastycznych o podróżach w czasie i już on przewidział, że to wszystko, co znamy się skończy. Będziemy tylko wspomnieniem dawnej chwały. Ciekawe, jak byśmy widzieli ten świat z naszą wiedzą? Jakich odkryć byśmy dokonali? Co znalazłoby się w ruinach dawnej cywilizacji? Dużo pytań, dużo możliwości rozmów. Tak. Dobrze jest czasem zwolnić upływ czasu, nawet bez wehikułu.

Moje podejście do książki było bardzo różne. Nauczony języka obecnego, miałem początkowo dosyć specyficzny problem z przejściem na język zastany w powieści. Czy jednak było warto?

Książka uważana jest za prekursorkę całego gatunku Sci-Fi. Wydana po raz pierwszy w 1895 roku, a już rozważającą tematy przyszłych czasów, rozwoju i konsekwencji tego postępu. Kreuje świat przyszłości i próbuje przekazać swoją wizję dla czytelnika.

Dosyć nietypowym rozwiązaniem jest styl książki bazujący na opowiadaniu. Podróżnik w Czasie streszcza swoje historie gościom, a jeden z nich spisuje relację z jego wykładu oraz snutą opowieść do książki. Czytając można szybko zapomnieć, że ma się przed sobą Wehikuł i wyobrazić sobie, iż opowiadanie jest przekazywane tobie w rozmowie przy kolacji. Wprowadza również warstwę przeświadczenia, jakoby historia mogłaby być prawdziwa. Spotykamy się przecież tylko z relacją z dwóch spotkań, gdzie na jednym zostaje wysnuta historia.

Ale jakaż to była historia! Historia, która historią nawet zwać się nie powinna, przecież ma dziać się dopiero w przyszłości. Zacznijmy więc tą opowieść od początku.  Podróżnik w prostych słowach opowiada o swoich przygodach z opracowanym przez siebie wehikułem. Z dwóch kierunków możliwych do obrania wybiera ten bardziej fascynujący – wszyscy przecież wiedzą co się działo w przeszłości. To przyszłość skrywa tajemnice.

Opisana przyszłość jest fascynującym wynikiem budowania przedstawianego świata przez człowieka, kształtowania go, by był idealny. Jaki jest efekt przekonać się można dopiero po sięgnięciu po tytuł. Jedni zobaczą tam pozytywny obraz wyidealizowanego świata, gdzie choroby zostały pokonane. Inni zobaczą negatywne wyniki pogłębiającego się rozłamu społecznego i walki o surowce. 

W swojej przygodzie Podróżnik zawędrował aż na skraj trwania planety – świetne przedstawienie czasu który się zatrzymał. Słońce chyli się ku końcowi, ruch obrotowy ziemi się dawno skończył. Nastaje niemożliwa dla człowieka do przetrwania pora… Jednak wciąż istnieje życie.

Wehikuł czasu jest tytułem zmuszającym do przemyśleń, dającym sporo pytań czy nasz świat naprawdę może zmierzać w tym kierunku. Z początku można lekko odbić się do stosowanego stylu wypowiedzi (nie przywykłem do stwierdzeń pokroju „jakeśmy sądzili”), jednak jak tylko zatoniesz w książce to opowieść porywa. Nie w sposób wartkiej akcji czy epickich dialogów, ale w sposób subtelniejszy – budowania świata.

Podsumowując: Nie jest to książka dla każdego, ale w mojej opinii zasłużyła na szansę. W szczególności, jeżeli masz wolne popołudnie i interesuje cię pytanie: Jak może wyglądać świat przyszłości

To było moje kolejne spotkanie z “Wehikułem czasu” – kiedyś go już przeczytałam. Przyjemnie było do niego wrócić i przypomnieć sobie, dlaczego spodobał mi się za pierwszym razem. 

Opowieść zaczyna się pewnego wieczora, kiedy to Podróżnik opowiada zebranym, że czas należy traktować jako kolejny, czwarty wymiar. Przeprowadza gości przez zawiłe wyjaśnienie tej materii, dowodząc, że aby coś było rzeczywiste, żeby istniało, musi trwać w czasie. Kulminacyjnym punktem spotkania okazuje się moment, w którym gospodarz prezentuje miniaturowy prototyp maszyny, rzekomo podróżującej w czasie. Zebrani są oczywiście nastawieni sceptycznie do tego pomysłu. 

Tydzień później Podróżnik w Czasie spóźnia się na spotkanie, którego jest gospodarzem. Kiedy w końcu się pojawia, okazuje się, że właśnie powrócił z przyszłości i ma wiele do opowiedzenia. Tak rozpoczyna się jego niezwykła historia o tym, jak ludzkość podzieliła się na dwie grupy: Elojów i Morloków. 

Pierwsi są piękni, żyją na powierzchni w spokoju i w dostatku. Nie martwią się o nic. Niestety, jakby to powiedzieć, nie są też zbyt lotni. Wydaje się, że są lekkomyślni i naiwni jak dzieci. Mają przy tym czas skupienia na poziomie wiewiórki na sterydach. Jaką cenę zapłacili za spokój i dostatek?

Za to Morlokowie… Ci zamieszkują podziemia. Przeraża ich jakiekolwiek światło. Ich ciała wyewoluowały dostosowując się do warunków, w których przebywały od wielu, wielu lat. Są odrażający i wstrętni – a przynajmniej tak opisuje ich Podróżnik. Z drugiej jednak strony znają się na maszynach, potrafią coś naprawić, zastawić pułapkę – są inteligentni. Jaką ofiarę ponieśli za zachowanie inteligencji? 

Wróćmy jednak na chwilę do samego Podróżnika. Nie widziałam tego wcześniej, ale czytając “Wehikuł czasu” kolejny raz zdałam sobie sprawę, że główny bohater opowieści jest zwykłym dupkiem. Już podczas pierwszego spotkania, wyraźnie widać, że czuje się lepszy od innych. Tłumaczy zgromadzonym rzeczy z pozycji mentora, a przecież założenia dotyczące czasu są dopiero teoriami potrzebującymi potwierdzania. W swoich działaniach podczas podróży w przyszłość zachowuje się lekkomyślnie – ani razu nie pomyślał, jak jego działania mogą wpłynąć na innych. Ba, jest tak impulsywny, że sam nie jest dobrze przygotowany do eksplorowania przyszłych dni. Nie zwraca też uwagi na swoją towarzyszkę, nie tylko na jej komfort, ale przede wszystkim na jej bezpieczeństwo. Mówiąc krótko, chłop mnie po prostu gigantycznie irytuje.

“Wehikuł czasu” skłania do myślenia na temat przyszłości ludzkości. Porusza też wiele dylematów moralnych – człowieczeństwo, podział klas, walka o przetrwanie. Jest tu sporo miejsca na rozważania filozoficzne, gdyż akcja nie pędzi do przodu, czasem wręcz wydaje się pełznąć, ale w moim odczuciu to zaleta. Dodatkowo książka została napisana w 1895 roku, a więc już jakiś czas temu. Nic więc dziwnego, że jej język jest nieco anachroniczny. Ilość przemyśleń i sposób pisania mogą być dla niektórych istotną barierą. 

Będę jednak obstawać przy swoim – warto przeczytać “Wehikuł czasu”. To właśnie w tej książce mamy po raz pierwszy do czynienia z motywem podróży w czasie w ujęciu naukowym. Mamy bohatera, który budzi emocje. Jest też coś ponadczasowego w tej historii – obawiam się, że kierunek, który obecnie obiera ludzkość może niebezpiecznie przypominać ten opisany w książce. Ale najlepiej, żeby każdy wysnuł swoje wnioski na ten temat.

Polecam też obejrzenie filmu z 1960 roku, który jest adaptacją książki. Tytuł to “Wehikuł czasu” (The Time Machine) w reżyserii George’a Pal’a. Jest to adaptacja, która jednak dodaje sporo elementów od siebie. Widać tam strach dotyczący wojny nuklearnej. Elojowie umieją mówić w języku Podróżnika, który bohatersko ratuje dziewczynę z opresji. Morlokowie są po prostu straszni.

Jest też adaptacja z 2004 roku, gdzie już całkiem pojechali i pokazują, że motywacją Podróżnika była utrata ukochanej. Więcej nie powiem, decyzja należy do Was.

A gdybyście szukali czegoś lżejszego to polecam odcinek Teorii Wielkiego Podrywu (błagam, kto wymyśla te tłumaczenia?! Dla mnie to zawsze będzie The Big Bang Theory). W sezonie 1, odcinek 14 jest zatytułowany “Nerdvada Annihilation” i jest poświęcony cały tematowi podróży w czasie. Można w nim też zobaczyć replikę maszyny z filmu z 1960 roku, którą nawiasem mówiąc, też bym chętnie przygarnęła. W tej mniejszej wersji oczywiście.

źródło zdjęcia: https://www.turbosquid.com/pl/3d-models/3d-time-machine-from-herbert-wells-fiction-2112237

Przewijanie do góry