Aktywator - jeden z płynów z filmu Substancja. Dzięki niemu doszło do replikacji

Substancja – między zachwytem a żałobą po straconym czasie

Lubię horrory. Czasem wydaje mi się, że już nic mnie nie zaskoczy. Wszystko wydaje się być przewidywalne i oklepane. Zamiast gęsiej skórki, pojawia się ziewanie. Dlatego szczególnie uważnie przyglądam się dziełom, wokół których pojawia się nagle dużo medialnego szumu. Mam nadzieję, że to będzie coś, co wyrwie mnie z kapci. Czy „Substancja” dała radę to zrobić?

Substancja – wiele hałasu o nic?

To, co słyszałam o „Substancji” dotyczyło głównie silnych, emocjonalnych reakcji widzów. Były głosy, które twierdziły, że będą miał po obejrzeniu problem z zaśnięciem. Ponoć widzowie wychodzili z kina w trakcie seansu, bo nie mogli znieść drastycznych widoków.

Na samym plakacie widnieje napis „Totalnie po***ane”, co również mnie zaintrygowało i skłoniło włączenia tego właśnie tytułu w pewien kwietniowy wieczór. Co jeszcze? Z całego tego medialnego szumu wiedziałam też, że film będzie dotyczył pogoni za pięknem, za perfekcją, za nierealnymi marzeniami, aby stać się najlepszą wersją siebie. Lubię kiedy film, dostarcza poza rozrywką też jakichś głębszych przemyśleń.

Dodatkowo gdzieś mignęła mi widomość, że ponoć podczas premiery filmu Demi Moore, odtwórczyni jednaj z głównych ról, została skrytykowana za wygląd, co jest ironiczną wisienką na torcie, biorąc pod uwagę przesłanie obrazu. Czy to prawda – nie wiem. Tak czy inaczej z ciekawością sięgnęłam po pilota.

Krótko o fabule

Elisabeth Sparkle jest gwiazdą fitnessu. Albo raczej była. Okazuje się, że świat nie potrzebuje starzejących się gwiazd, żąda świeżej krwi. Bohaterka z dnia na dzień traci pracę, godzinami wpatruje się w swój wielki portret i najogólniej biorąc użala się nad sobą. W wyniku splotu wydarzeń wchodzi w posiadanie substancji, która ma ją uczynić lepszą wersją samej siebie. Warunków jest mało. Jeden z nich dotyczy cotygodniowej zamiany. Powołana do życia w ten przedziwny sposób Sue, rzeczywiście jest młodsza, czy piękniejsza? Kwestia gustu. Nie zmienia to jednak faktu, że klon Elisabeth żyje i ma własne plany.

Sue wkrótce zajmuje miejsce Sparkle w programie telewizyjnym. Dostaje kolejne intratne propozycje i jej kariera zaczyna rozkwitać. Musi jednak wciąż pamiętać o swojej matrycy, co przychodzi jej z coraz większym trudem. Tydzień snu, za tydzień życia. Zamiany przychodzą jej niełatwo. Pewnego razu postanawia nie dotrzymać umowy i przedłuża czas swojej świadomości. Cena jest jednak wysoka. Nie dla Sue, ale dla Elisabeth. Kobieta dosłownie wygląda, jakby ktoś wysysał z niej życie i chociaż w każdej chwili może przerwać życie klona, nie decyduje się na to.

Po kolejnym odzyskaniu świadomości Sue orientuje się, że to nie ona ponosi konsekwencje niedotrzymania umowy. Czy umie się zatrzymać, pędząc za karierą?

Technikalia

Jeśli chodzi o stronę wizualną to film jest zrealizowany w mistrzowskim stylu. Kardy są więcej niż po prostu estetyczne. Niektóre sprawiały wrażenie niezwykle szerokich i pełnych przestrzeni. Inne wprowadzały mroczny, duszny klimat. Jeszcze inne były na tyle nieszablonowe, że sam kąt patrzenia zmieniał perspektywę widza.

Jeśli chodzi o kreacje aktorskie to stworzone postaci były w moim odczuciu wiarygodne i prawdziwe. Tam wszystko grało, zgadzało się, jak powinno. Mogłam w całości zanurzyć się w świat przedstawiony i nie zadawać zbędnych pytań.

Nie komentuję warstwy dźwiękowej, bo niewiele z niej pamiętam. Nie wiem, czy nie jest to efekt słuchania filmu zbyt cicho, ale warunki są jakie są i czasem nie da się głośniej.

Więcej, więcej i więcej

Mam nieodparte wrażenie, że w filmie wszystko jest przerysowane do granic możliwości.

Fitness w wersji ekstremalnej – naładowany obrazami spoconych ciał, ujęciami krągłych pośladków i ruchami przypominającymi bardziej jakąś seks-gimnastkę niż faktyczne ćwiczenia. Pokazanie show biznesu podobnie – dziś masz urodziny, więc cię dziś zwalniamy. Plus zatrudnienie wyłącznie białych mężczyzn w roli krytyków kobiecego piękna – majstersztyk.

Obsesyjne podążanie za pięknem też jest podkręcone do granic możliwości. Bohaterki wpatrują się w swoje własne oblicze, czy to na zdjęciu, czy to na plakacie. Substancja stanowi pokusę, której nie sposób się oprzeć, nawet w momencie, gdy wyrządza ona więcej szkód niż pożytku. Sparkle jest w stanie poświęcić nie tylko część swojego życia, ale też znacznie, znacznie więcej. Czy zdąży się zatrzymać na czas?

Poziom obrzydliwości też jest podkręcony na maksa. Mam silny żołądek i naprawdę mało rzeczy jest w stanie wywołać we mnie dyskomfort. Substancja poradziła sobie świetnie z tym zadaniem. Podczas jej oglądania podciągałam kołdrę pod brodę i zakrywałam oczy, patrząc na ekran przez palce, zupełnie jak wtedy, gdy byłam dzieckiem, a scena była zbyt straszna z jednej strony, a z drugiej nie chciałam stracić z niej ani chwili. Ponoć do realizacji filmu użyto aż 21 litrów krwi. Ups. Miało być 21 TYSIĘCY litrów sztucznej krwi. Robi wrażenie, prawda?

Gdyby ten film był związkiem, powiedziałbym „To skomplikowane”

Mam mieszane uczucia. Do pewnego momentu wszystko było w porządku, mimo takiego przerysowania. Natomiast od sceny walki między bohaterkami aż do końca, miałam wrażenie, że znajduję się na równi pochyłej.

Film porusza ważny temat. Jego przesłanie jest jasne. Rozumiem też konwencję przerysowania wszystkiego, takiej groteski. Być może współczesny odbiorca potrzebuje właśnie jasnego przekazu, jak lampa latarni morskiej w środku nocy, żeby coś go poruszyło, żeby znów czegoś nie przegapić. Nie wiem, nie oceniam. Być może taki wyraźny obraz lepiej się sprzedaje. Łatwiej wspina się na listy popularności. Może współczesny film musi po prostu szokować, aby istnieć i być zapamiętanym?

Mam jednak wrażenie, że w pewnym momencie makabra połączyła się z absurdem zapominając całkowicie o zdrowym rozsądku i wyszła z tego ciężkostrawna potrawa, a nie to było w menu. Poszliśmy z tym wszystkim za daleko i już nie da się zawrócić.

Muszę jednak przyznać, że Substancja mnie w jakiś sposób poruszyła. Po raz kolejny zaczęłam się zastanawiać, do czego możemy się wszyscy posunąć w pogoni za perfekcją. Czy są jakieś nieprzekraczalne granice?

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta przerysowana końcówka – jakby ktoś nagle zmienił gatunek na absurd w sosie własnym. Klimat budowany przez cały film, został zalany czerwoną mazią z gracją pijanego słonia, który właśnie wpadł pod kosiarkę. Mimo to, niczego nie żałuję. Czasem trzeba obejrzeć coś, co zostawia człowieka z otwartą buzią i pytaniem „serio?”.

Czy do tego wrócę? Powiedzmy, że nie mam ochoty wymazać tego z pamięci, ale też poświęcać na to kolejne dwie godziny mojego życia… Powiedzmy, że za wiele jeszcze przede mną.

Substancja – podsumowanie

Tytuł: Substancja (The Substance)
Rok produkcji: 2024
Reżyser: Coralie Fargeat
W rolach głównych: Demi Moore, Coralie Fargeat
Długość: 2 h 20 m
Dla wielbicieli: groteski i przerysowania, kadrów z jędrnymi tyłeczkami, rozkmin o perfekcjonizmie i pięknie, popkultury, która jest aktualnie na topie, hektolitrów krwi, obrzydliwości
Odradzam/zachęcam: to skomplikowane

Zapomniałabym o jednej ważnej rzeczy. Na początku filmu śledzimy losy gwiazdy leżącej na alei sław w Hollywood. To świetna alegoria tego, co dzieje się z każdą „gwiazdą” i z całym filmem. To taki smaczek, który szczególnie przypadł mi do gustu.

Drugą opinię możecie poznać pod linkiem. Trochę się różni od mojej dlatego tym bardziej warto zajrzeć, żeby porównać, jak jeden film może być odbierany w różny sposób 😉

Przewijanie do góry